Santeria Coaching - czyli jak wyglądał mój coaching na Kubie

by - 1/24/2016




Planując podróż na Kubę z dziewięciomiesięcznym wyprzedzeniem kierowałam się zupełnie innymi potrzebami aniżeli te, które odczuwałam po tych kilku miesiącach. Decydując się w maju 2015 roku właśnie na tę destynację myślałam o pozytywnych karaibskich emocjach, o kolorach, muzyce, uśmiechniętych ludziach, mojito, które wypiję w Hawanie, salsie, którą zatańczę na koncercie Buena Vista Social Club i o zapachu cygar, które wypalę w jednym z pubów, do których chadzał Hemingway. Przez dziewięć miesięcy można chociażby zajść w ciążę i urodzić. Trudno jest przewidzieć, co się zmieni w naszym życiu i w nas samych przez tak długi okres. U mnie pozmieniało się właściwie wszystko! Wszystko, z moimi potrzebami i wartościami na czele. I tak przestałam poszukiwać pozytywnych emocji, tańca na ulicach, a bardziej odwróciłam się w stronę rozwoju duchowego, szukania TEGO z czym miałam słaby kontakt przez ostatnie 10 lat. Bardziej adekwatne do stanu ducha, jaki miałam były wobec tego kierunki wschodnie. Kraje mistyczne takie jak Indie, Nepal czy chociażby Bali. Pewnie właśnie z tego powodu nie cieszyłam się z wyjazdu na Kubę aż tak bardzo jak z poprzednich podróży.



Cuba Libre


To, co zastałam na miejscu jednak zupełnie odbiegało od moich wyobrażeń o tej wyspie. Jak się okazało, bardzo na korzyść. Kuba to zdecydowanie kraj dla podróżników nie dla turystów. Jeśli spodziewasz się ludzi tańczących na ulicach, to muszę Cię zasmucić. Tańczą i owszem, ale przede wszystkim w celach zarobkowych. Kolorowe starsze Panie z cygarami, które znamy z folderów biur podróży - są i owszem, ale również stylizują się tak tylko w celach zarobkowych (zdjęcie z tak wyglądającą Kubanką to koszt 5 euro). I mogło by się wydawać, że w związku z negatywnym podejściem rewolucjonistów do religii, Kuba to kraj ateistów. Oficjalnie faktycznie tak jest. Nieoficjalnie, Kubańczycy praktykują wiele obrzędów religijnych, od ofiar w zwierzętach poczynając na wieloletniej praktyce przygotowującej do kapłaństwa kończąc. 


 Santeria - kubańska religia

 
Praktyki te są związane z najpopularniejszą na Karaibach religią, jaką jest Santeria, synkretyczna religia, która zawiera elementy kultu `Orisha` (dosłownie „Główny Strażnik") i wierzenia narodów `Joruba` i `Bantu`, z południowej Nigerii, Senegalu i wybrzeża Gwinei. Są one połączone z elementami hołdowniczymi z rzymskiego katolicyzmu. 

Kuba jak się okazuje jest miejscem, do którego przyjeżdżają wyznawcy Santerii z całego świata. Tutaj bowiem znajdują się najbardziej wtajemniczeni kapłani. Oczyszczają oni energię, zdejmują blokady, kontaktują się z przodkami. Najdroższą usługą, jaką świadczą jest jednak określenie indywidualnego przewodnika duchowego, anioła, który opiekuje się konkretną osobę. Jest to skomplikowany proces, który potrafi trwać kilka miesięcy i możemy zapłacić za taką informację kilka tysięcy dolarów. Mimo bardzo niskich kubańskich zarobków (przeciętna kubańska pensja wynosi 60 zł), chętnych na taką usługę nie brakuje. 


U szamana


Wraz z grupą osób, z którą podróżowałam po Kubie trafiłam w Trynidadzie do domu szamana. Bardzo się na ten fakt ucieszyłam. Zupełnie tego nie planowałam, ale było to dla mnie bardzo ekscytujące. Przypomniała mi się Elizabeth Gilbert i jej spotkanie z balijskim szamanem Ketutem. Dom szamana wyglądał skromnie, wręcz biednie. Podobnie ołtarzyk, przy którym dokonuje on obrzędów. Siedząc przy ołtarzu, obserwowani przez kuzynostwo szamana czekaliśmy na niego około godziny. Kapłan się jednak nie pojawił. Było mi trochę przykro, ale "what is meant to be will always find a way", czyli jak ma się zadziać to się zadzieje i już. 


 Coaching na Kubie


Faktycznie niespodziewanie, podczas spaceru po ulicach Trynidadu spotkałam swoją kolejną historię do opisania w rubryce coaching w podróży.

Idąc kolorową uliczką zauważyłam, że w jednym z domów coś się dzieje. Słychać było dźwięki bębnów, śpiewy oraz krzyki. Zbliżyłam się, drzwi były otwarte i uznałam to za świetną okazję do zrobienia ciekawych zdjęć. Wtedy podeszła do mnie młoda, ubrana na biało kapłanka. Chwyciła mnie mocno za rękę, popatrzyła głęboko w oczy, po czym uśmiechnęła się i zaprosiła do tańca. Po chwili wzięła mnie na bok na rozmowę. Zapytała mnie dlaczego moje oczy są smutne, kiedy mam tyle powodów do radości. Skąd wiedziała? -pomyślałam sobie. 

Ona wiedziała naprawdę dużo i wszystko, jak twierdziła zobaczyła w moich oczach. Na pewno była świetnym obserwatorem i słuchaczem. Domyśliła się też, że w domu robię podobne rzeczy, którymi ona się zajmuje - jak to określiła "pomagasz ludziom". I wyjaśniła mi, że właśnie dlatego mnie zatrzymała, by porozmawiać ze mną o tym i podzielić się swoją wiedzą. To było niezwykłe spotkanie. Byłam przekonana, że kapłanka będzie chciała ode mnie za to jakąś jałmużnę, nie chciała nic. Powiedziała, że miałyśmy się spotkać i wzajemnie się od siebie czegoś nauczyć.

Moją uwagę zwróciło to, w jaki sposób prowadziła ona rozmowę ze mną. Pytała, uważnie słuchała, pracowała pytaniami otwartymi, była ciekawa tego, jakie mam cele, marzenia. Naprawdę można było by stwierdzić, że jest absolwentką renomowanej zachodniej szkoły coachingu. Nawet informacje zwrotne przekazywała metodą tzw. "kanapki" (czyli plusy, minusy, plusy). To wszystko nie było jednak wyuczone, płynęło z jej wewnętrznej intuicji, z głębi serca. Ucieszyłam się, że nie zastałam w domu szamana, z którym miałam się pierwotnie spotkać. Nie ma to jak rozmowa kobiety z kobietą. :)

Santeria jest tradycją ustną przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Większość wiedzy jest traktowana, jako wiedza tajemna i dostępna jest tylko wąskiej grupie ludzi - kapłanów i kapłanek, którzy również mają różne stopnie wtajemniczenia. Dlatego też obiecałam mojej szamance, że nie wyjawię tych prawd, o których mi powiedziała, ale wykorzystam je do pozytywnej zmiany. Dałam jej słowo. 


Myślałam, że moje wspomnienia z podróży będą zupełnie inne. Salsa, rum, cygara i śpiew. To również było! Natomiast nie przewidziałam tego, że właśnie podczas kubańskiej podróży spotkam duchowego coacha. Życie jest tak piękne, właśnie dlatego, że nie jesteśmy w stanie go w 100% przewidzieć i zaplanować. To, co się dzieje często przekracza nasze wyobrażenia i marzenia. Dlatego jeśli coś wewnętrznie pcha Cię do podjęcia irracjonalnej decyzji, coś w środku krzyczy np. "jedź na Kubę", chociaż nie wiesz właściwie po co masz tam jechać, to jedź! Na pewno spotkasz tam, to coś! 

Julitta Dębska
Obraz:  Cuba

You May Also Like

2 komentarze

  1. Jedna z najciekawszych relacji z Kuby, jaką czytałam! Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa. 'Traveling- it leaves you speechless, then turns you into a storyteller".

      Usuń

Popularne posty

@julittadebska