niedziela, 19 lutego 2017

Nie zasługuję na miłość

Poznaję nową osobę i wiem, że jest tym, kogo szukam. Ma w sobie świat, który znam od zawsze i jednocześnie chcę go odkrywać na nowo każdego dnia. Wszystko się zgadza. On kończy nawet za mnie zdania jakby czytał w moich myślach. Jakby wiedział wszystko. Ogarnia mnie poczucie szczęścia. Zanurzam się w nim. Ono rozpiera mnie od wewnątrz. Na zewnątrz wygląda to tak, jakby ktoś wylewał na mnie wiadro szczęśliwej substancji. I wtedy nagle czuję paraliż. Gdybym miała to zwizualizować, opisałabym to jako ciemną kulę z kolcami, która ciąży na poziomie mojej klatki piersiowej i utrudnia oddychanie. Pojawiają się myśli, które całkowicie odbiegają od pewności, którą miałam w sobie jeszcze przed chwilą. Moje myśli zostają owładnięte wątpliwościami. Ta najważniejsza dotyczy mnie samej. To mój lęk i strach, który jest skutkiem kłamstwa na własny temat, jakie noszę w sobie. 

Kłamstwo osobiste to nasze przewodnie ograniczające przekonanie, które nie ma nic wspólnego z prawdą, ale my wierzymy, że nią jest za każdym razem, gdy pojawia się w naszej głowie (o ograniczających przekonaniach możecie poczytaj tutaj Skąd się biorą ograniczające przekonania i jak na nas wpływają ). Kłamstwo osobiste to najgorsza myśl, jaką mamy na  swój temat. Kiedy się pojawia wywołuje w nas panikę i sprawia, że zaczynamy się zachowywać w sposób irracjonalny. Dla zewnętrznego obserwatora nasze postępowanie wygląda jak autodestrukcja. Jest niszczeniem tego, co zostało zbudowane. Dla nas to mechanizm obronny przed ujawnieniem kłamstwa o nas, które uważamy za prawdę.

Wtedy zamiast przyciągać partnera, odpychamy go. Robimy wszystko, by potwierdził "prawdę", w którą wierzymy. Takie przekonania  to np.: nie zasługuję na miłość, nie potrafię stworzyć relacji, nie nadaję się do związku, mnie nie da się pokochać, jestem nieodpowiedzialna, jestem głupia, jestem nudna, nic sobą nie reprezentuję, ze mną nie da się wytrzymać, jestem złym człowiekiem, krzywdzę innych.

Ten sam mechanizm pojawia się również w innych sferach naszego życia, nie tylko w związkach. Może on ograniczać nas przed podjęciem pracy, o której marzymy. Może hamować nas przed zmianą ścieżki zawodowej. Powstrzyma nas przed rozmową o awansie, założeniem własnej  działalności, wystąpieniem na deskach teatru czy publicznym pokazaniem swoich obrazów lub fotografii. Ciężar pojawi się w okolicach serca, krtani lub głowy. Możemy odczuć prawdziwy paraliż w ciele i usłyszeć wewnętrzne głosy, które powtarzają mantrę o nas. Bardzo często są to głosy naszych rodziców, opinie kolegów, które usłyszeliśmy w dzieciństwie. Wyrwane z kontekstu stają się naszym nawykiem myślowym.

Pierwszym krokiem do tego, by ten nawyk porzucić jest identyfikacja naszego kłamstwa osobistego.
W tym celu wykonaj ćwiczenie (autor dr Joy Manne). Dokończ następujące zdania tak szybko jak potrafisz.

  1. Najbardziej negatywna myśl, jaką mam o sobie to…
  2. Powodem, dla którego  nigdy nie będę całkowicie szczęśliwy/szczęśliwa, niezależnie od tego, co osiągnę, jest to, że jestem…
  3. Problem ze mną polega na tym, że jestem…
  4. Najbardziej boję się, że ludzie zauważą, że jestem…
  5. Gdybym naprawdę wiedział/a jaka jest najbardziej negatywna myśl o mnie, byłaby to myśl, że jestem…
  6. Lęk, jaki mam przed pozbyciem się tej myśli, to…
  7. Afirmacja: Wybaczam sobie myślenie, że…

    Następnie pożegnaj się ze swoim kłamstwem. W tym celu możesz skorzystać np. z procesu, który opisałam tutaj Let Go - czyli jak sobie odpuścić. I pamiętaj, że wszystko czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu. :) 

Julitta Dębska

  
     Obraz: Salvador Dali

niedziela, 12 lutego 2017

Badanie własnych potrzeb

Poznanie swoich potrzeb jest jednym z najważniejszych kroków na drodze do budowania dojrzałych relacji z innymi ludźmi. Jeśli nie poznamy ich w sposób świadomy, ujawnią się one w sposób nieświadomy np. poprzez manipulację. Gdy nasze potrzeby nie są zrealizowane, to nawet jeśli ich nie znamy, staramy się je osiągnąć za wszelką cenę.

Dla przykładu, kiedy moją potrzebą jest poczucie bezpieczeństwa, to będę wcielał się w rolę osoby, która wciąż potrzebuje ratunku. Mogę prowokować wtedy sytuacje, które będę wymagały heroicznej postawy od moich bliskich, a mi pozwolą poczuć bezpieczeństwo, które mam dzięki nim.

Jeśli mam potrzebę, by ktoś się mną zaopiekował, mogę symulować chorobę, wyolbrzymiać symptomy lub nawet celowo doprowadzać swój organizm do stanu chorobowego,  aby zwrócić na siebie uwagę  i wymóc w ten sposób opiekę i troskę.

Taka manipulacja, nawet jeśli nie jest w pełni świadoma, bywa destrukcyjna dla związków, zarówno tych romantycznych, jak i biznesowych. Naszego partnera zaczynamy postrzegać przede wszystkim, jako źródło zaspokajania potrzeb. Czerpiemy z niego energię, często nie oddając jej.  Uczucia schodzą na dalszy plan, a osoba, która jest przez nas manipulowana czuje się tą sytuacją coraz bardziej wyczerpana. Kiedy zauważy niezdrowe mechanizmy pozostawia nas podobnie, jak Rhett Butler, który pożegnał Scarlett O'Harę słowami: "Szczerze mówiąc, kochanie, nic mnie to nie obchodzi".


Porzuć manipulację


By przestać manipulować trzeba się przyznać najpierw samemu przed sobą do tego, że to robimy, a następnie odkryć swoje potrzeby. Warto zadać sobie następujące pytania:

1) W jaki sposób manipuluję innymi?
2) W jaki sposób zdarza mi się manipulować innymi, by osiągnąć swoje potrzeby, zamiast wprost o nich powiedzieć?
3) Jak często zdarza mi się realizować potrzeby innych tylko po to, by oni realizowali moje potrzeby?

Dotrzyj do swoich najgłębszych potrzeb


Na wielu szkoleniach z marketingu, sprzedaży, obsługi klienta uczymy się rozpoznawania potrzeb naszych rozmówców, konsumentów, współpracowników. Zdarza się więc, że jesteśmy bardziej świadomi tego, czego pragną obce nam osoby aniżeli najbliższa osoba w naszym życiu czyli my sami. Badanie potrzeb klienta ma tak naprawdę na celu dopasowanie na ich podstawie rozwiązania, które najbardziej go usatysfakcjonuje, sprawi, że będzie zadowolony i chętnie do nas wróci. Póki nie potrafimy wskazać własnych najważniejszych potrzeb, w naszym życiu brakuje satysfakcji i spełnienia. Rozmijając się z naszymi prawdziwymi potrzebami zadajemy sobie ból, oddalamy się od radości, która mogłaby wypełnić nasze codzienne zajęcia, pracę i relacje pasją. Te wyparte, niezrealizowane potrzeby jednak głośno krzyczą i ujawniają się w destrukcyjnych dla nas zachowaniach. Stąd kobiety, które tak bardzo potrzebują być kochane, że oddają się iluzji miłości sypiając z każdym nowo napotkanym mężczyzną. Stąd mężczyźni, którzy tak bardzo chcą być chwaleni i docenieni, że dla przypodobania się przełożonym zapominają o swoich wartościach. W tych dwóch przykładach możecie zamienić płeć na przeciwną i wciąż będą prawdziwe.

Wiedząc, co tak naprawdę chcemy osiągnąć, możemy podjąć decyzję o zaspokojeniu tych potrzeb w zupełnie inny sposób. Bardzo często są to potrzeby, które dawno temu wyparliśmy. W dzieciństwie mogliśmy usłyszeć, że to na czym nam zależy jest złe. Nasza potrzeba mogła zostać skrytykowana. Widząc, że przynosi nam ona wstyd wyparliśmy ją. Przyznanie się do nich i identyfikacja ich wymaga więc pracy i czasu. Integracja z naszymi prawdziwymi potrzebami jest procesem, który przynosi ukojenie i satysfakcję, dając podstawę do tworzenia zdrowych relacji z innymi ludźmi.

Oto kilka sposób na zidentyfikowanie potrzeb.

1. Przyjrzyj się różnym zachowaniom, które powtarzasz i które sprawiają Ci ból, w jakiś sposób Cię ranią. Do czego wciąż wracasz mimo, że działa to na Ciebie destrukcyjnie? Czego nie możesz przestać robić? Bardzo często za tym zachowaniem stoi ważna, niezaspokojona potrzeba, która w ten sposób walczy o swoją realizację.

2. Do odkrycia swoich potrzeb zaangażuj wewnętrzne dziecko. Wyobraź sobie, że masz 5 lat. Pobądź trochę w tym stanie. Uspokój myśli, wycisz się i pomyśl o tym czego potrzebujesz jako pięciolatek. Co jest dla Ciebie ważne? Za czym tęsknisz? Zaangażowanie wewnętrznego dziecka może przyspieszyć proces. Dzieci są śmielsze, odważniejsze. Wprost mówią o tym, czego chcą. Przywołuj więc w sobie ten stan chcąc dotrzeć do tego, czego naprawdę potrzebujesz. Twoje wewnętrzne dziecko nie zna jeszcze wstydu i strachu. Nie ocenia swoich zachcianek. Wie tylko tyle,  że czegoś chce. Bądź więc z nim w ciągłym kontakcie.  

3. W dotarciu do potrzeb pomagają różne kwestionariusze. Ja korzystam z takich narzędzi pracując ze swoimi klientami podczas coachingów. Jeśli nie masz profesjonalnie zaprojektowanych narzędzi możesz zacząć od znalezienia listy potrzeb w internecie i wyborze tych, które są Ci najbliższe. Przypatrz się również tym, które budzą Twoją niechęć. Często ta niechęć może wskazywać wypartą dawno potrzebę, której nie jesteśmy świadomi. Uważamy, że posiadanie jej jest złe, dlatego reakcja na nią jest nieprzyjemna. Jeśli rozpoznasz u siebie taką reakcję, przypatrz się jej i zastanów się z czego może ona wynikać.

Przykładowa lista potrzeb: akceptacja, osiągnięcia, uznanie, bycie kochanym, posiadanie racji, bycie zaopiekowanym, pewność, komfort, komunikacja, kontrola, bycie potrzebnym, zobowiązanie, wolność, szczerość, porządek, spokój, władza, rozpoznawalność, bezpieczeństwo, praca.

Co z tym zrobić dalej?


Każdą potrzebę trzeba doprecyzować. Jeśli masz potrzebę osiągnięć to określ czym są dla Ciebie osiągnięcia. Co to tak naprawdę dla Ciebie oznacza. Następnie odpowiedz sobie na następujące pytania:

1) Kim jestem, kiedy realizuję tę potrzebę? Jak się wtedy czuję i jak się zachowuję?
2) Kim jestem, kiedy nie realizuję tej potrzeby? Jak się wtedy czuję i jak się zachowuję?
3) Co robię by realizować tę potrzebę? Jakie sytuacje w moim życiu pomagają mi w jej realizacji?
4) Kiedy realizuję tę potrzebę w sposób krzywdzący dla mnie lub dla innych osób?
5) Jak inaczej mogę zrealizować tę potrzebę?
6) Co oddala mnie od tej potrzeby?
7) Co zrobię, by chronić moją potrzebę? 
8) Co zmienię w swoim życiu, by móc w pełni realizować moją potrzebę?

Bardzo często chcemy realizować swoje potrzeby w związkach romantycznych. Warto jednak odpowiedzieć sobie na pytanie czy ta konkretna potrzeba musi być zrealizowana właśnie w takiej relacji i czy jest jakiś inny sposób na jej realizację, który będzie mnie satysfakcjonował. Kiedy jesteśmy pewni tego, że chcemy, by nasz partner odpowiadał na nasze potrzeby, warto kierować się tym, przy jego wyborze. Jeśli bowiem będziemy z kimś przy kim ich realizacja nie będzie możliwa, towarzyszyć nam będzie ciągłe poczucie niespełnienia, a stąd już tylko mały krok do manipulacji i procesu, który opisałam na początku tego tekstu. Ważna jest również otwarta komunikacja w związku. Musimy nauczyć się mówić szczerze o tym czego potrzebujemy, czego pragniemy, co sprawia nam  satysfakcję. Koniecznie też musimy o potrzeby pytać partnera. Unikajmy wtedy ocen, które mogą przypomnieć o wstydzie i strachu, który wyparł ważną dla niego potrzebę. Niech procesowi odkrywania potrzeb i siebie towarzyszy akceptacja. Dzięki temu związek ma szansę stać się źródłem prawdziwej, zdrowej satysfakcji, która nie potrzebuje manipulacyjnych zachowań.

Julitta Dębska

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Co jest najważniejsze w hygge?

Słowo, na którym nie jest trudno połamać sobie język czyli hygge to  jeden z najbardziej popularnych tematów rozmów w Europie. „Hygge: Lekcja ciepła z Danii" - jest tytułem audycji nadawanej przez BBC. „Pozwól sobie na trochę przyjemności: poznaj duńską sztukę hygge" czytamy w The Telegraph, a w Morley College w Londynie uczy się studentów, jak przeżyć hygge. Co oznacza trudny wyraz, który stał się nagle tak popularny? Przybliża go nam Meik Wiking, dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze i autor książki „Hygge. Klucz do szczęścia", która w Polsce ukazała się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia stając się pewnie prezentem dla niejednego z Was.

Tajemnica hygge


Duńskie słowo hygge nie ma swojego odpowiednika w żadnym innym języku. Hygge to wszystko to, co daje nam poczucie szczęścia, spokoju i bezpieczeństwa. Hygge to odpowiedni nastrój, stan ducha, coś czego się doświadcza. Hyggeline jest siedzenie w swoim ulubionym fotelu w wełnianych skarpetach i filiżanką gorącej herbaty oraz czytanie książki w świetle rozpalonych w pokoju świec. Wieczory spędzone w domowym zaciszu z grupą wspólnie gotujących przyjaciół jak najbardziej są hyggeline. Podobnie, jak kawiarnia, w której przy cieple wydobywającym się z kominka podaje się domowe ciasto. Elementy, które wzmacniają efekt hygge to: świece, ciepłe światło, kawa i wszystkie gorące napoje, słodkości, naturalne drewno, zwierzęce skóry i Święta Bożego Narodzenia. Zdecydowanie pasują do tego niestarannie związane włosy i luźny, wygodny strój również w sytuacjach biznesowych. Hygge natomiast absolutnie nie jest przechwalanie się swoimi osiągnięciami i bogactwem. Przepych nie ma nic wspólnego z hygge. Ono ceni prostotę.



Najważniejszy składnik


To są elementy kojarzące się z hygge i je podkreślające, natomiast najważniejsze w całej duńskiej filozofii okazują się być relacje. Duńczycy bardzo dbają o pielęgnowanie swoich związków, relacji z rodziną i z przyjaciółmi. To oni spotykają się towarzysko ze znajomymi najczęściej z wszystkich Europejczyków. Są to jednak spotkania kameralne, w których chodzi o rozmowę i bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem. Duńczycy odcinają się wtedy od swoich komórek, laptopoów i skupiają się na TU i TERAZ. Niezwykle cenią sobie tzw. obecność i uważność na drugiego człowieka. Hygge jest wtedy, gdy nikt nie chce zdominować rozmowy i skupić na sobie uwagi. Ważne jest słuchanie i równowaga w dyskusji. Poza rozmowami kochają oni wspólnie grać w planszówki, gotować lub razem wycinać z papieru ozdoby choinkowe. Przywiązują do tego bardzo dużą wagę.

Raport Szczęścia


Meik Wiking, który zawodowo zajmuje się badaniem szczęścia zwraca uwagę na to, że bycie z innymi jest najprawdopodobniej najważniejszym składnikiem szczęścia. Warto tutaj podkreślić, że w Światowym Raporcie Szczęścia tworzonym na zlecenie ONZ Dania co roku plasuje się w czołówce. Jesteśmy stworzeniami społecznymi. Jak wielkie ma to znaczenie, widać wyraźnie, kiedy porównujemy satysfakcję czerpaną przez ludzi z relacji z bliskimi z ich ogólnym zadowoleniem z życia. Najważniejszymi relacjami społecznymi są te bliskie, te dzięki którym przeżywamy coś razem z innymi, doświadczamy zrozumienia, dzielimy myśli i uczucia, te, w których każdy daje i otrzymuje wsparcie. Jednym słowem: hygge.

Zbliża się nowy rok. To czas noworocznych postanowień. Ilu z Was w swoich celach uwzględniło te dotyczące relacji i komunikacji? Na pewno warto o to zadbać, bo jest to podstawa naszego dobrostanu. Jak więc zatroszczysz się o swoje relacje w nowym roku? Co zrobisz, by były bardziej hygge? Ja w nadchodzącym 2017 roku życzę Wam przede wszystkim takich właśnie głębokich, znaczących, wartościowych hygge relacji! I szczęścia! :)

Julitta Dębska

Źródło: Meik Wiking, „Hygge. Klucz do szczęścia”, Czarna Owca, Warszawa 2016.

niedziela, 18 grudnia 2016

Nie musisz być Ghandim, wystarczy, że będziesz jak Madonna

Uła, dawno mnie tutaj nie było! Specjaliści od marketingu internetowego nie pozostawiliby na mnie suchej nitki. Najprawdopodobniej to samo zrobią poloniści, bo nawet w słowniku slangu miejskiego nie ma takiego słowa jak 'uła'. 

Nie miałam weny? Nie chciało mi się? Niekoniecznie. Ostatni miesiąc był bardzo intensywny i obfity w rozwojowe wydarzenia. I może właśnie ten przesyt spowodował, że musiałam to sobie w głowie wszystko poukładać i jak potwierdziła mi to polonistka, która w galerii handlowej malowała łapacze snów na moich paznokciach: lepiej nie pisać wcale, niż pisać byle co. 

Działo się wiele rzeczy pięknych dla mnie. Nowe wartościowe znajomości. Konferencja Kongres Kadry, na której poznałam koncept samozarządzających się organizacji tzw. teal organizations. Szkolenie u Macieja Bennewicza pod tajemniczo brzmiącą nazwą Konstelacje Archetypowe. Za wszystko to jestem wdzięczna.

Jak każdy z Was obserwowałam również przez ten czas coraz bardziej polaryzujące się społeczeństwo, nie tylko polskie. Wybory w Stanach Zjednoczonych, sytuację w Aleppo, wydarzenia na Wiejskiej i demonstracje na ulicach polskich miast. Ciężko jest myśleć  o rozwoju osobistym, o rozwoju swojego biznesu i planowaniu przyszłości w takim klimacie. Nie jest łatwo skupić się na swojej duchowości, relacji z Bogiem, z bliskimi, a nawet na szukaniu partnera, kiedy co chwilę słyszy się informacje, które u empatycznych osób wywołują łzy.

Można oczywiście próbować się od tego wszystkiego odciąć. Skupić się na swoim codziennym życiu i wyjść z założeniu, że przecież mnie to tak naprawdę nie dotyczy. Można czytać książki fantastyczne, oglądać seriale HBO, pić poranną kawę w hipsterskiej kawiarni i przegryzać bezglutenowe ciastko. 

Tylko, że to nas dotyczy. Każdego z nas. Nieważne jak bardzo chcemy to wyprzeć, jesteśmy w tym umorusani. W końcu przyszedł czas na to, by nie tylko odpowiadać sobie codziennie na pytanie, co dobrego zrobię dziś dla siebie, ale również, co dobrego zrobię dziś dla innych. Dbanie o siebie jest ważne, ale wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani i mamy na siebie wpływ, dlatego mając gdzieś to, co dzieje się z drugim człowiekiem, zwierzęciem, lasem czy oceanem, masz gdzieś to, co zadzieje się z Tobą i z Twoimi dziećmi. 



Nie chodzi o to byś stał się nowym Ghandim czy Martinem Lutherem Kingiem. Nie musisz być też Piłsudskim czy Wałęsą. Świat niekoniecznie potrzebuje nowych guru i oświeconych przywódców. Natomiast zapewne potrzebuje odpowiedzialnych i oświeconych Kowalskich. Zadaj więc sobie proste pytania. Naprawiam czy szkodę? Pomagam czy krzywdzę? Wspieram czy obrażam?  Edukuję czy manipuluję?

Dawać coś innym można wykonując swoją codzienną pracę. Każda praca jest wartościowa i użyteczna. Jest tylko jeden warunek. Musisz ją szanować i lubić. Jeśli tak nie jest daj szansę realizować się w niej innym, którym będzie ona sprawiała przyjemność.  Powrócę do Pani manikiurzystki, która robiła mi paznokcie. Mogłaby zgorzknieć, wpaść w depresję i cierpieć z powodu tego, że nie jest nową Masłowską (pozdrawiam Panią :) ), ale postanowiła dzielić się swoim talentem artystycznym z innymi i wywoływać uśmiech na twarzach klientek. Opowiadała zajmujące historie, które angażowały wszystkie przebywające na wyspie manicure panie. Było widać, że kocha to, co robi i przenosiła swoją radość na klientów i współpracowników. Na pewno robiła tym samym dobre rzeczy dla innych. 

Jeśli pracujesz w marketingu to może niekoniecznie musisz tworzyć kampanie, które mieszają ludziom w głowach i sprawiają, że inni tracą, a Ty zyskujesz? Możesz nadać wartość swojej pracy przy okazji uświadamiając i edukując społeczeństwo. Dobrym wzorcem są odkryte przeze mnie właśnie Legendy Polskie Allegro, które z jednej strony przypominają nam o naszych korzeniach i wracają do historii, których nie pamiętamy, a z drugiej strony dotykają ważnych kwestii społecznych takich jak chociażby ekologia. Czy twórcy pozytywnie wpływają na świat? Robią coś dla planety? Dają coś społeczności? Oczywiście, że tak. Kto jeszcze nie widział, polecam przekonanie się.


Pięknie podsumowała to Madonna w swoim przemówieniu podczas gali Billboard Woman in Music. 
"W życiu nie ma prawdziwego bezpieczeństwa poza wiarą w samego siebie.  Mój talent nie jest moją własnością. Nic nie jest moją własnością. Wszystko, co mam, jest darem od Boga. I nawet te wszystkie pieprzone wydarzenia, które mi się przytrafiają, też są darami, które dają mi lekcje i sprawiają, że jestem silniejsza".
 Madonna daje światu swój talent, ale również wykorzystuje to kim jest, by dać kobietom ważną lekcję: 

"Chciałabym powiedzieć jedno wszystkim zgromadzonym tu kobietom: Kobiety były uciskane przez tak długi czas, że wierzą w to, co mężczyźni mówią na ich temat. I wierzą, że muszą wspierać mężczyzn, by coś zostało załatwione. I są mężczyźni warci takiego wsparcia. Ale nie dlatego, że są mężczyznami, tylko dlatego, że na to zasługują. Jako kobiety musimy same zacząć doceniać swoją wartość i wartość każdej z nas. Poszukajcie silnych kobiet, aby się z nimi zaprzyjaźnić, stanąć po ich stronie, uczyć się od nich, inspirować nimi, współpracować z nimi, wspierać je, by dać się oświecić. Jak mówiłam wcześniej, nie tyle chodzi o nagrodę, ile o możliwość wystąpienia przed wami i podziękowania wam. Jako kobieta. Jako artystka. Jako człowiek. Nie tylko ludziom, którzy mnie kochali i wspierali przez cały czas (tak wielu z was siedzi tu teraz przede mną, nie macie pojęcia, jak wiele znaczy wasze wsparcie...). A wszystkim wątpiącym i hejterom, wszystkim, którzy zgotowali mi piekło i mówili, że nie mogę, że czegoś nie zrobię, że mi nie wolno... Wasz opór sprawił, że jestem silniejsza, dał mi kopa i uczynił twardą sztuką, którą jestem dzisiaj. Uczynił mnie kobietą, którą jestem. Dziękuję!".

Jesteś blogerem? Możesz zwracać uwagę tylko na lajki i na to, co będzie scrolowane. Tworzyć kolejne 5 magicznych zasad i skracać tekst do minimum, by czytelnikowi chciało się na niego spojrzeć albo płynąć pod prąd i pisać o sprawach istotnych jak Konrad Kruczkowski z haloziemia.pl

Nadchodzą Święta Bożego Narodzenia. Znów masz wybór. Możesz chcieć dostać jakiś drogi, modny prezent od swoich rodziców czy partnera albo poprosić o zestaw upominkowy z Dobrej Fabryki.

I wreszcie przy okazji kolejnych wyborów możesz wyjść z domu, wyrazić swoją opinię, wciąć sprawy w swoje ręce albo siorpać tę zieloną, hipsterską herbatę i narzekać, że i tak na nic nie masz wpływu.

Pytanie jest jedno, zasadnicze, idąc za Martinem Lutherem Kingiem - Co robisz dla innych?


Julitta Dębska

niedziela, 30 października 2016

5 cech udanego związku

5 cech udanego związku nie powstało na podstawie badań amerykańskich naukowców, nie tym razem. Inspiracją dla mnie była Biblia, a dokładniej Pieśń nad Pieśniami i jej interpretacja według o. Adama Szustaka. Do tego trochę refleksji z mojej praktyki coachingowej i osobistych doświadczeń oraz szczypta filozofii New Age, którą jak wiadomo z ostatniego artykułu bardzo lubię. Oczywiście wszystko okraszone nutką współczesnej psychologii, ale nie tej amerykańskiej rzecz jasna. ;) Myślę, że te pięć punktów warto rozważyć wybierając sobie partnera na życie, zwłaszcza jeśli chcemy włożyć na jego palec obrączkę. Mogą one nas ustrzec przed relacją przypominającą Wojnę Stuletnią.


1. Umiejętność rozwiązywania konfliktów


Nie chodzi o to, że w związku ma nie być konfliktów. Konflikty są potrzebne. To one często przenoszą relację na wyższy poziom i pozwalają nam dotrzeć do prawdziwych wartości i potrzeb. Spójrz jednak na ostatni kwartał swojego życia i zastanów się czy kłótnie były tylko okazjonalne, a po nich następowały budujące momenty, w których czuliście się ze sobą dobrze i bezpiecznie, czy też   była to jedna, wielką batalia i polem bitwy. Związek powinien być relacją, w której odnajdujemy pokój, wytchnienie, spokój. Nie należy też mylić pokoju z okupacją czyli okresem, w którym tak naprawdę tylko udajemy, że jest dobrze, a skrywamy swoje bolączki gdzieś na dnie duszy, gdzie rosną,  rozdzierając nas od środka. Pokój to też nie jest poddanie się. Nie ma nic wspólnego z sytuacją, w której jedna ze stron rezygnuje z siebie po to tylko, by ominąć konflikt, trudne rozmowy. Dobry związek to taki, w którym partnerzy rozmawiają o tym, co ich boli. Nie skrywają gniewu, żalu, a przekuwają spór na korzyść ich relacji. Pomóc w tym może świadomość tego w jaki sposób reagujemy na konflikt. Dowiecie się tego robiąc sobie znajdujący się na blogu test - Twój styl reakcji na konflikt. Przy okazji polecam też artykuł o tym skąd w ogóle biorą się konflikty -  Skąd się biorą konflikty.


2. Rozwój


Związek to nie tylko motyle w brzuchu, romantyczna kolacja zakrapiana czerwonym winem i nocne uniesienia. To nie wyjścia do kina na romantyczne filmy  i wspólne plażowanie w Egipcie. Tak spędzać czas można właściwie z każdym. Wystarczy sympatia, pociąg, a czasem nawet i to jest zbędne. Oczywiście warto dbać o te codzienne sprawy, rytuały, bo one składają się na życie, ale jakości związku nie oceni się po ilości zjedzonego wspólnie spaghetti bolognese. O jakości związku świadczy między innymi to, co się zmieniło w Twoim życiu od kiedy jesteś ze swoją drugą połówką. Jak się zmieniłeś Ty sam przez ostatni rok? Czy jesteś dojrzalszy? Nauczyłeś się przebaczać, dzielić, być wdzięczny? Dobry związek to ten, w którym ciągle wzrastam. Jestem dzięki niemu coraz mądrzejszy. Życiowy partner powinien wyzwalać w nas chęć bycia lepszym człowiekiem. Powinien inspirować nas do działania i motywować do rozwoju.

Kilka pytań weryfikujących to, czy tak właśnie jest u Ciebie:

Czy ten związek pozwala mi osiągnąć pełnię człowieczeństwa?
Czy dzięki niemu wzrastam? Czy jestem mądrzejszy?
Czy jestem dzięki niemu lepszy?
Czy jestem coraz dojrzalszy?
Czy dzięki niemu lepiej radzę sobie ze swoimi emocjami?



3. Wspólna pasja

 Moim zdaniem najpiękniejsze związki to te, w których ludzie mają wspólną misję. Działając razem na dowolnej płaszczyźnie sprawiają, że świat staje się lepszym miejscem. Jedno wspiera i motywuje drugie. Nie ma tutaj mowy o rywalizacji. Jest to połączenie cech, które są ważne dla realizacji tej misji. Twórcze współdziałanie jest dla mnie cechą dojrzałego związku. 

Odpowiedz sobie na te pytania:

Czy robicie coś twórczego razem?
Czy dajecie coś innym? Dajecie coś światu?
Czy razem sprawiacie, że świat jest lepszy?
 

4. Wspólne wartości


Im bardziej odległe są wartości wyznawane przez partnerów, tym trudniej stworzyć im zdrowy związek. Kiedy wartości są antagonistyczne i do tego brak jest otwartości i szacunku na odmienność, staje się to prawie niemożliwe. Wtedy albo jedna ze stron żyje w stanie okupacji czyli wypiera się tego, co jest jej częścią, albo związek staje się bitwą. O ile na samym początku relacji wartości nie są tak widoczne i wydają się nawet sprawą wtórną, to kiedy myślimy o wspólnej drodze życiowej, stają się one podstawą.

5.  Uleczanie się


Każdy z nas ma jakieś rysy, rany. Jedni są cali poharatani, inni mają zaledwie kilka szram. Niemniej jednak każdy z nas szuka uleczenia. Osoba, z którą się zwiążemy powinna działać na nas jak lekarstwo, dokładnie tak jak w piosence Krystyny Prońko "Jesteś lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok". Partner życiowy powinien być osobą, która nas przyjmie takimi, jakimi jesteśmy i pokocha nas takich całych pokaleczonych. Będziemy czuć, że możemy do niej z tym wszystkim przyjść, obnażyć się, a ona nas nie odrzuci. Wprost przeciwnie, opatrzy te rany i zaparzy gorącej herbaty. I nie chodzi tutaj o pełnienie roli wybawcy i wiecznego opiekuna. To powinna być wzajemna pomoc, co łączy się z punktem drugim i wspólnym wzrastaniem. Obdarzamy się dobrą, wspierającą energią, która nas uskrzydla i jednocześnie sprawia, że czujemy się przy tej osobie jak w domu. 

A może o czymś zapomniałam? Co jest dla Ciebie podstawą udanej relacji?

Julitta Dębska

niedziela, 16 października 2016

Jak rozpoznać bratnią duszę?



Dziś postanowiłam napisać trochę o koncepcji związków według New Age. Z wielu powodów bardzo ją lubię. 

New Age czyli Nowa Era to złożony i wielowymiarowy, alternatywny ruch kulturowy wyrosły z przekonania, że ludzkość, pogrążona w głębokim kryzysie, znajduje się w punkcie zwrotnym pomiędzy dwiema epokami. Część zwolenników ruchu New Age uważa, że dzisiejsze czasy to ostatni etap świata, jaki znamy. Po przejściu tego świata w nową rzeczywistość (Nową Erę), ma nastąpić złoty wiek ludzkości. Bliżej nieokreśloną, ale raczej niedaleką przyszłość zwolennicy New Age wyobrażają sobie jako czasy, w których nie będzie konfliktów, granic państwowych, zaś ludzkość będzie żyła w ogólnoświatowej wspólnocie. To czas, w którym ludzie całkowicie przewartościują swoje spojrzenie na otaczający ich świat. Zgodnie z tym przekonaniem nastanie wtedy kres wszelkich systemów religijnych oraz ich instytucji, zaś ludzi będzie jednoczyć wzajemnie zrozumienie, pozbawione wszelkich podziałów.


Według New Age związki romantyczne i innego rodzaju relacje z ludźmi można podzielić na trzy główne kategorie, są to: związki karmiczne, bratnie dusze oraz bliźniacze płomienie.



Związki karmiczne



Związki karmiczne są najczęstszymi rodzajami relacji i najpewniej takich układów będziemy mieli w swoim życiu najwięcej, przynajmniej na początku naszej drogi. Wyznawcy New Age wierzą, że dusze reinkarnują się, by z każdym wcieleniem wchodzić na coraz wyższy poziom rozwoju i docelowo doznać oświecenia. Przed powtórnym przyjściem na świat dusza wybiera sobie okoliczności w jakich chce się znaleźć. Decyduje o tym, w jakim miejscu na świecie, w jakim środowisku, wśród jakich ludzi przyjdzie jej żyć. Wybór ten jest związany z tym, co dusza ma do przepracowania, czego jeszcze potrzebuje, by się rozwinąć. Załóżmy, że takiej duszy do jej ewolucji potrzebne jest zrozumienie biedy, gdyż w poprzednich wcieleniach gardziła ludźmi, którzy jej doświadczali. Taka dusza może wybrać sobie środowisko, w którym doświadczy ubóstwa i dzięki temu wejść na wyższy poziom rozwoju. Dusze wybierają sobie również ludzi, z którymi spotkają się w swoim życiu, by zdobyć od nich lekcję. 

Te lekcje często bywają trudne, wiążą się z pewnym rodzajem cierpienia, bólu, brakiem satysfakcji, rozczarowaniem. Dzieje się tak, gdy wchodzimy w związek lub innego rodzaju relację karmiczną. Tego typu relacje są bardzo ważne, ponieważ pozwalają nam zrozumieć siebie i otaczający nas świat, a duszy rozwinąć się. Niemniej jednak bywają trudne, ponieważ ich zadaniem jest często wydobycie z nas tych części siebie, które wyparliśmy i o których nie chcemy pamiętać. W takich relacjach wychodzą z nas te cechy, które nazwalibyśmy „najgorszymi” (to właśnie te nieakceptowane przez nas cechy), takie jak: złość, agresja, brak cierpliwości, materializm, próżność, egoizm. Celem tych związków jest nauka i rozwój, dlatego powinniśmy być wdzięczni naszym nauczycielom, którzy objawiają się w postaci toksycznych partnerów. Naszym przeznaczeniem nie jest jednak trwanie w takim związku. Kiedy lekcja zostanie odrobiona powinniśmy rozstać się i szukać relacji, która będzie dla nas bardziej komfortowa. Takich karmicznych związków możemy w swoim życiu mieć wiele. Wszystko zależy od tego, jak będziemy otwarci na naukę i w jakim tempie będziemy przepracowywać to, co ma do przepracowania nasza dusza. Lekcje mogą się powtarzać póki ich nie zrozumiemy.


Bratnie dusze



Bratnie dusze, to dusze pochodzące z jednej rodziny, inaczej mające podobną energię. Najprawdopodobniej z takimi duszami spotykaliśmy się przez wiele wcieleń i miały one zawsze bardzo ważną rolę w naszym życiu. Są to osoby, które nas wspierają, z którymi czujemy się dobrze. Moglibyśmy powiedzieć, że odbieramy na tych samych falach. Bratnią duszą może być zarówno partner, jak i przyjaciel, rodzic, siostra czy brat. Bratnią duszą może być także „przypadkowo” spotkana osoba w londyńskim metrze, którą z różnych powodów zapamiętamy do końca życia. Bratnich dusz jest bowiem wiele. Związki z nimi są zdecydowanie bardziej harmonijne i spokojne od związków karmicznych. Bratnie dusze wydobywają z nas to, co najlepsze. Bywa jednak, że dusza potrzebuje rozwinąć się jeszcze na innym poziomie i spotkać inną bratnią duszę, która jej w tym pomoże. Dlatego takich relacji, związków w życiu może być więcej niż jeden. Pamiętamy je jednak, jako wzmacniające i pozytywne, a ludzi będących z nami w takiej relacji, jako tych, którzy nas uskrzydlali, wierzyli w nas i obdarowywali pozytywną energią.


Bliźniacze płomienie



Trzecim rodzajem związku jest związek z tzw. bliźniaczym płomieniem. O ile bratnich dusz może być wiele, o tyle bliźniaczy płomień jest tylko jeden. Bliźniaczy płomień to bowiem my sami w drugiej osobie. Jest to identyczna energia z naszą energią. Wiąże się z tym legenda, według której każdy z nas został stworzony jako całość składająca się z pierwiastka męskiego i żeńskiego. Jest to jedna dusza o takiej samej energii, wibracji, tych samych cechach. Została ona jednak podzielona na dwie części, które mogą reinkarnować się w dwóch ciałach. 

Związek z bliźniaczym płomieniem jest realizacją miłości absolutnej, ponieważ jest to tak naprawdę miłość do samego siebie. I tutaj ogromnie ważne okazują się właśnie miłość własna, samoocena, poczucie własnej wartości. Dopóki nie zaakceptujemy samych siebie może być nam trudno zaakceptować naszego bliźniaka, ponieważ będzie on odzwierciedleniem dokładnie tego, co my sami reprezentujemy. Póki nie zaakceptujemy i nie pokochamy samych siebie rządził będzie nami strach, który jest po przeciwległej stronie miłości. Dlatego też w relacji bliźniaków można wyróżnić fazę tzw. ucieczki, w której przynajmniej jeden z nich oddala się od drugiego, ponieważ nie jest jeszcze przygotowany na takie połączenie. Kiedy jednak bliźniaki ostatecznie się połączą, ich związek charakteryzuje się totalną akceptacją drugiej strony, chęcią dawania jej tego, co najlepsze, ogromnym zaufaniem. Takie pary obdarzają się wzajemnie bardzo pozytywną energią, dodają sobie sił, pomagają w realizacji swojej misji życiowej, która często jest bardzo podobna lub taka sama. W tych związkach nie ma już walki ego o przetrwanie. Nie asekurujemy się, nie obwiniamy drugiej strony, nie koncentrujemy się na braku i własnych oczekiwaniach. Według New Age Bliźniacze Płomienie są to związki boskie, mające w sobie boski pierwiastek, których celem jest podniesie wibracji świata, triumf dobra i przyśpieszenie Nowej Ery.



Jak nie wpaść w pułapkę?



Ludzie potrzebują modeli opisujących świat, ponieważ dzięki nim lepiej go rozumieją. Mamy naturalną skłonność do porządkowania tego, co obserwujemy. Podział związków według New Age bardzo mi się podoba, ponieważ w prosty sposób pozwala odróżnić to w jakim jakościowo związku jesteśmy. 


I tak, związek karmiczny to po prostu trudny związek, który jest dla nas okazją do lepszego poznania siebie, do przepracowania problemów, które często wywodzą się z wczesnych lat naszego dzieciństwa. Nie są to związki dobre jakościowo. Jeśli nawet nie ma w nich przemocy, agresji, to charakteryzują się one konfliktowością, brakiem spełnienia. Często są to relacje, w których nie czujemy wsparcia od drugiej osoby. Budowane są one na niekoniecznie dobrych intencjach i wartościach. Fundamentem takich związków często jest piasek. Lekcją, którą warto zaczerpnąć od New Age, jest to, że każdy taki związek, każda taka trudna relacja, ma swoją wartość, ale powinniśmy wiedzieć, kiedy należy z niej wyjść, gdy widzimy, że ona nam już nie służy, że wpływa na nas destrukcyjnie albo nas niszczy. 


Związek bratnich dusz to typ relacji, do którego powinniśmy dążyć. Wzajemne zrozumienie, wsparcie. Podstawą takiego związku nie jest tylko chemia, pociąg seksualny, wzajemna atrakcyjność, zauroczenie wyglądem, jak to bywa w przypadku pierwszego rodzaju relacji. Osoby będące w takich relacjach osiągają porozumienie na zupełnie innej płaszczyźnie. Seksualność nadal jest ważna, ale nie jest ona najważniejsza. Partner jest przyjacielem chcącym naszego dobra, a my chcemy mu się tym właśnie odwzajemniać.


Bliźniacze Płomienie to koncept bardzo romantyczny i kulturowo nam bliski. Druga połówka jabłka, pomarańczy, TEN, TA…czy nie o to właśnie w tym chodzi? Lubię romantyzm i wierzę w to, że każdy z nas chciałby być w związku, w którym właśnie tak by się czuł. Dążmy do związku, w którym będziemy czuli się rozumiani, akceptowani, ważni, kochani i w którym będziemy troszczyć się o to, by nasz partner również tak się czuł. Jest w tym jednak jedna pułapka. Czy nazwiemy to bliźniakiem czy drugą połówką jabłka, możemy zbyt wielką wagę przywiązać do poszukiwania partnera idealnego i tym samym odrzucać kolejne wartościowe osoby, wierząc w to, że na pewno czeka na nas ktoś lepszy. Możemy w ogóle nie dawać szans innym ludziom marząc o tym, że pojawienie się TEGO JEDYNEGO albo TEJ JEDYNEJ objawi się jakimś symbolicznym znakiem np. strzałem pioruna. W takiej postawie nie ma nic boskiego. To zwykła asekuracja, która wynika ze strachu: przed bliskością, przez obnażeniem się, pokazaniem własnych słabości, przed brakiem akceptacji. 


Bywa też, że uprzemy się na jedną osobę i to trwa latami, bo jesteśmy przekonani, że jest dla nas takim właśnie bliźniakiem. Ktoś wybrany przez Boga, mi przeznaczony, idealny i jedyny. Tylko ten wymarzony nie chce z nami być. Nie czujemy przy nim akceptacji, ale odrzucenie. Nie czujemy wsparcia, a brak troski. Przedstawiciel New Age raczej wykluczyłby w takim przypadku możliwość wzajemnego przeznaczenia, bo taki boski związek powinien być dla nas przede wszystkim dobry, a my powinniśmy czuć się w nim bosko. Jeśli tak nie jest, to najprawdopodobniej ten pierwszy, trudny, toksyczny rodzaj relacji, w której jakaś lekcja nie została jeszcze odrobiona i powtarza się jak zdarta płyta. 


Pomyśl o swoich wcześniejszych i obecnych relacjach. Do której grupy byś je zakwalifikował? Czego Cię one nauczyły? I gdzie jesteś na drodze poszukiwania własnej duszy?

Julitta Dębska

Obrazy:  

Popularne posty