poniedziałek, 19 lutego 2018

Czy wierzysz w bratnie dusze?

 

 

Wierzysz w to, że gdzieś na świecie jest człowiek przeznaczony specjalnie dla Ciebie? Jeśli tak to nie musisz czuć się osamotniony. Jestem ciekawa polskich statystyk, ale aż 73% Amerykanów wierzy w bratnie dusze. Co ciekawe więcej mężczyzn niż kobiet szuka swojej drugiej połówki. Wiarę w bratnią duszę deklaruje 74% mężczyzn i 71% kobiet. Aż 79% osób poniżej 45 roku życia jest przekonanych o istnieniu przeznaczonych dla nich osób (badanie Maristpoll).


Przyznaję, że byłam zaskoczona tymi statystykami. Okazuje się, że wiara w bratnie dusze, bliźniacze płomienie, drugą połówkę pomarańczy jest bardzo powszechnym zjawiskiem. Skoro uważamy, że miłość jest nam pisana, to jak to się przekłada na to w jaki sposób budujemy relacje? Czy istnieją różnice między jakością relacji wierzących w przeznaczenie i pozostałych osób? Okazuje się, że wiara w bratnią duszę w znaczący sposób wpływa na jakość naszych związków.

Doktor Raymond Ree przeprowadził badanie, którego celem było znalezienie różnic między ludźmi, którzy udzielali odmiennej odpowiedzi na pytanie: Czy wierzysz w to, że istnieje jedna osoba, która jest przeznaczona tylko dla Ciebie?

Podzielił uczestników badania na dwie grupy.

W pierwszej grupie znaleźli się 'wierzący w przeznaczenie'. Deklarowali oni, że wierzą, że jest ktoś przeznaczony tylko dla nich. Te osoby szukają braterstwa dusz. Uważają też, że istnieje osoba, która jest stworzona tylko dla nich.

W drugiej grupie znalazły się osoby 'wierzące w rozwój'. Ich zdaniem związek romantyczny powinien rozwijać się, a wraz z nim wzrastać powinni partnerzy. Relacje wiążą się z pracą nad związkiem, a miłość można zbudować.

W której grupie widzisz siebie? Wyznajesz wiarę w przeznaczenie czy w rozwój? Okazuje się, że może to być kluczowe dla powodzenia Twoich relacji.

Z badań dr. Knee wynika, że osoby wierzące w istnienie bratniej duszy częściej kończą relacje, poddają się i mają większą tendencję do wchodzenia w tzw. trudne związki.

Dialog wewnętrzny osób wierzących w przeznaczenie opiera się na następujących pytaniach:

- Czy to ta osoba?
- Czy mogę być z kimś lepszym?
- Czy to najwięcej na co mnie stać?
- Czy to to?

Natomiast osoby zorientowane na rozwój związku zadają sobie zupełnie inne pytania:

- Czy jesteśmy dobrze dopasowani?
- Jak mogę być lepszym partnerem?
- Jak możemy się zbliżyć?
- Co mogę zrobić, żeby nasz związek był lepszy?

Jeśli wierzysz w bratnie dusze więcej energii poświęcasz na znalezienie tego jedynego lub tej jedynej niż na pielęgnowanie relacji, w której jesteś. Możesz mieć skłonność do bardzo intensywnych, ale krótkich relacji. Kiedy w związku pojawiają się konflikty, różnice zdań, możesz odczytywać to jako znak, że to jeszcze nie jest to i wybrać poszukiwanie tej właściwiej osoby.

'Rozwojowcy' potrzebują więcej czasu, by się zaangażować i zdeklarować. Nie wierzą bowiem w magiczne uderzenie pioruna pokazujące im właściwą osobę. Chcą poznać dobrze partnera zanim wejdą głębiej w relację. Są skłonni do szukania rozwiązań, sposobów wychodzenia z konfliktów. Trudne sytuacje w związku widzą jako okazję do jego rozwoju. Chcą świadomie pracować nad relacją.

Pomyślałeś kiedyś o tym, że wiara w przeznaczenie może torpedować Twoje relacje? Jeśli odnajdujesz się w grupie wierzących w bratnią duszę i trudno jest Ci utrzymać satysfakcjonujący związek, to przyjrzyj się temu przekonaniu. Zweryfikuj również swoje przekonania dotyczące kompromisów i kryzysów w związku. Ustępstwo, szukanie rozwiązań nie musi być słabością. Może świadczyć o dojrzałości i sile.

Julitta Dębska

piątek, 26 stycznia 2018

Szczęśliwi również zdradzają





Podczas mojej ostatniej wizyty w Pytaniu na Śniadanie mówiłam o tym, że do mojego gabinetu przychodzą mężczyźni, którzy twierdzą, że kochają swoje żony i mimo to mają romans. Małe sprostowanie, w programie mowa była o sytuacji, w której zdradza mąż, natomiast oczywiście zdradzają również kobiety. Osoby te często są zadowolone ze swojej relacji, nie chcą jej kończyć, ale równolegle prowadzą drugie życie Taka informacja szokuje, ale jest to doświadczenie wielu coachów i terapeutów pracujących z parami. Badania w tym temacie prowadziła między innymi psychoterapeutka Esther Perel, która prowadziła wywiady z 30 tysiącami par.



 Zdrada w czasach popkultury


Zdrada kojarzy nam się z seksem pozamałżeńskim, natomiast w nowoczesnych związkach jej definicja jest o wiele szersza i ustala ją indywidualnie świadomie lub mniej świadomie każda para. Świadome zdefiniowanie zdrady to rozmowy o zdradzie zanim jeszcze do niej dojdzie. Konwersacje o wcześniejszych doświadczeniach ze zdradą, powodach zdrady czy stosunku partnera do niej. Mniej świadomie definiowanie zdrady ma miejsce zazwyczaj tylko i wyłącznie w naszych głowach i nie wychodzi poza nie. Jest to więc sytuacja, w której znamy swoje granice, ale nie komunikujemy ich partnerowi. 


Warto o tym rozmawiać, bo może się okazać, że każdy z partnerów ma te grancie w innym miejscu. Czy zdradą jest już oglądanie filmów porno? Czy jest nią korzystanie z seks chatów i wirtualny seks? A może aktywność na portalach randkowych takich jak Sympatia lub Tinder to już w oczach naszej drugiej połowy zdrada. Dla wielu osób najważniejszym elementem zdrady jest zaangażowanie emocjonalne i chemia, które rodzą się poza ich relacją. 


Skoro więc partner twierdzi, że kocha, a jednak zdradza, to dlaczego to robi?



Takie osoby nie chcą uciec od swojego współmałżonka. Często chcą one uciec przed sobą. Szukają potwierdzenia swojej atrakcyjności poza związkiem, bo aprobata żony lub męża nie jest już wystarczająca. Chcą również poznać lepiej siebie i odkrywać pewne nowe, czasem wstydliwe aspekty osobowości i preferencji w bezpieczniejszym środowisku, poza związkiem. Obawiają się, że w domu nie będą mogli odkrywać siebie na nowo w ten sposób lub po prostu nie chcą takiego wizerunku siebie pokazywać przy żonie i dzieciach. 


Co to dla nas oznacza?



Informacja o tym, że nawet zadowolone ze swoich relacji osoby zdradzają może być bardzo trudna do przyjęcia. Co w takim razie zrobić ze świadomością, że każdy z nas może kiedyś zostać zdradzony? Warto po prostu zaakceptować to, że tak może się wydarzyć. Dobrze mieć własną refleksję na temat tego, co by było gdyby doszło do zdrady w moim związku i nie bać się tych tematów poruszać.


To może być jednak bardzo dobra informacja dla wielu zdradzonych. Zazwyczaj mówi się o tym, że skoro doszło do zdrady, to w relacji musiało czegoś brakować i najprawdopodobniej partner nie spełniał jakiś potrzeb zdradzającego. Zdradzeni obwiniają siebie, szukają problemu w sobie, ich samoocena gwałtownie spada. Okazuje się jednak, że nie zawsze jest to związane z partnerem i nie musimy się obwiniać. 

Najlepsze pary to te, które są do siebie  podobne. Mają podobne wartości, potrzeby, spojrzenie na świat. Przyciąganie przeciwieństw sprawdza się zazwyczaj na etapie pierwszego uderzenia chemii. Dlatego dołączmy temat zdrady do zestawu tematów, które poruszamy z partnerem, by go lepiej poznać i zrozumieć. Kiedy? Nie bójmy się o tym rozmawiać już na początku relacji, bo to czas, w którym opowiadamy o sobie najwięcej. Jest to też ewentualnie dobry moment na wycofanie się jeśli okaże się, że podejść partnerów nie da się pogodzić.  

Julitta Dębska

piątek, 19 stycznia 2018

Zdradzona i syndrom Hillary Clinton

 

W poniedziałkowy poranek byłam gościem Pytania na Śniadanie. Dyskusja dotyczyła zdrady i tego dlaczego kobiety decydują się na rolę kochanki. Chciałabym temat zdrady pogłębić w kilku następnych artykułach. W dzisiejszym skoncentruję się na osobie zdradzonej, zwłaszcza na kobiecie. Nie dlatego, że mężczyźni nie są zdradzani, ale w mniejszym stopniu dotyka ich tytułowy syndrom Hillary Clinton.


Najsłynniejszy seksskandal w amerykańskiej polityce to niewątpliwie "afera rozporkowa" z udziałem prezydenta Billa Clintona. Romans ze stażystką Moniką Lewinsky, o mało nie doprowadził go do usunięcia z urzędu przez Kongres. Ostatecznie prezydent dokończył drugą kadencję, a sprawa Zippergate zwiększyła jego popularność w społeczeństwie. Hillary mimo udowodnionej zdrady zdecydowała się zostać przy mężu. Ta decyzja zaskoczyła Amerykanów. Wyborcy czego innego od niej oczekiwali. W czasach, kiedy kobieta może po prostu odejść, ona została i wspierała męża w tej sytuacji. Wypominano jej to nawet podczas wyborów prezydenckich w 2016 r., kiedy startowała na urząd prezydenta USA. Syndrom Hillary dotyczy więc kobiet, które czują dużą zewnętrzną presję, by odejść, kiedy mężczyzna je zdradzi.

Kobiety mają w obecnych czasach duże wsparcie społeczne w sytuacji zdrady. Przyjaciele, rodzina, współpracownicy nie zachęcają kobiet do tego, by zostały przy mężu, jak to było kiedyś. Wprost przeciwnie. Większość naszych przyjaciółek w takim momencie udzieli nam rady, by odejść jak najprędzej i dać sobie szansę na nowe życie. Wsparcie jest bardzo potrzebne. Dzięki niemu wiemy, że jeśli odejdziemy od partnera nie zostaniemy same, nasi bliscy z nami będą. Nie będziemy osądzane, oceniane i krytykowane.

Co jeśli jednak kobieta z różnych powodów nie chce odejść od męża? Takie kobiety boją się mówić o tym, co im się przydarzyło. Bywa, że nie opowiadają o zdradzie nawet siostrze czy najlepszej przyjaciółce. Nie tyle wstydzą się tego, że je zdradzono (bo przecież to przydarza się wielu osobom), ale tego, że mimo zdrady chcą dalej w tym związku być. Trzymają więc w sobie  tajemnicę, często coraz bardziej separując się od ludzi. Te, które zdecydują się mówić o swojej sytuacji są narażone na krytykę i brak zrozumienia ze strony otoczenia. Tymczasem to zdradzona kobieta, a nie jej znajomi, pozostaje z konsekwencjami swoich wyborów. 

Nie jestem fanką zdrad i w żaden sposób do zdrady nie zachęcam, ale zdarzają się sytuacje, w których zdrada jest katalizatorem pozytywnej zmiany w związku. Nagle pryska bańka mydlana, widzimy, że np. przestaliśmy się ze sobą komunikować albo ta komunikacja miała w sobie dużo przemocy. Zauważamy to, że przyjęliśmy partnera za pewnik, a całą swoją energię oddawaliśmy pracy i codziennym zadaniom, pomijając w tym wszystkim ukochaną osobę. Taki moment wstrząsu może być punktem wyjścia do odnowy relacji w przypadku tych, którzy zdecydują się dalej być ze sobą.

Domyślam się, że zdecydowanie mniej zdradzonych kobiet wybierze tę ścieżkę.  3/4 pozwów rozwodowych w Polsce jest składana przez kobiety. I jeśli kobieta tak czuje i jest tego pewna to dobrze. Warto jednak przede wszystkim podejmować życiowe decyzje w zgodzie ze sobą, a nie pod presją.

Jakie jest Twoje zdanie?
Julitta Dębska

sobota, 30 grudnia 2017

Noworoczne oczyszczenie


Jaki był dla Ciebie 2017 rok? Jak go zapamiętasz? Jeśli myśląc o nim masz skojarzenia podobne do tych z poniższego mema, to dzisiejsze ćwiczenie może Ci się naprawdę przydać.



 Nawet jeśli ten rok był łaskawszy dla Ciebie niż dla bohatera z obrazka, to na pewno warto go dobrze pożegnać,  by móc otworzyć się na to, co piękne, dobre i nowe.

Bardzo ciekawy rytuał, który wiążę się z odnową i oczyszczeniem mają w swojej religii Żydzi. Ortodoksyjni wyznawcy judaizmu co piątek biorą kąpiel w specjalnej łaźni zwanej mykwą. Fizyczny akt zanurzenia w wodzie wspiera filozoficzną ideę odnowy. 

Nie jesteśmy tylko umysłem, nie jesteśmy tylko duchem. Mamy również ciała. I to poprzez ciało możemy połączyć się zarówno z umysłem jak i z duchem.  W tym wypadku rytualna kąpiel pozwala oczyścić właśnie te sfery.

Jeśli stary rok kojarzy Ci się z ciężkimi przeżyciami, negatywnymi emocjami, trudami i bólem, zafunduj sobie na jego zakończenie rytualną kąpiel. Nie musisz w tym celu odwiedzać mykwy, zwłaszcza jeśli nie jesteś wyznawcą judaizmu. Stwórz sobie własną łaźnię w swojej łazience. 

Żydzi do mykwy wchodzą już wcześniej umyci, więc nie jest to akt oczyszczania ciała. Warto abyś i Ty o to zadbał i oczyścił ciało zanim zanurzysz się w swej łaźni. 

Miejsce, które do tego zaaranżujesz możesz dowolnie nazwać np. Twoim sanktuarium, Twoją świątynią. 

Zadbaj o wystrój, który będzie Ci się pozytywnie kojarzył, ale jednocześnie podkreśli, że jest to ważny dla Ciebie akt. 

Zanim wejdziesz do wanny wykonaj kilka głębokich wdechów i wydechów. Skoncentruj się na swoim oddechu aż do momentu, kiedy Twoje myśli się uspokoją. I wtedy zanurz się cały w wodzie. Wynurzając się wyobraź sobie, że zostawiasz w niej wszystkie niepotrzebne brudy. Całkiem odświeżony wyjdź i przygotuj się do powitania tego, co nowe.

Julitta Dębska

niedziela, 17 grudnia 2017

O guru, który nie jest coachem


"Wiem, że nic nie wiem". Ta maksyma Sokratesa jest dla mnie pierwszym punktem zasad pracy coacha. Jako człowiek, jako coach jestem dla siebie kosmosem, który cały czas odkrywam. Im więcej mam wiedzy o sobie, tym większa jest we mnie świadomość tego, ilu rzeczy jeszcze nie wiem. Michał Anioł w wieku 84 lat powiedział, że wciąż się jeszcze uczy. Wielki mistrz stale widział obszary do poznania i rozwoju. Jeśli nie znamy w pełni samych siebie, to jak możemy mówić o wszechwiedzy o drugim człowieku, który jest innym kosmosem, odmienną galaktyką, z innym układem współrzędnych? Coach wiedząc o tym nie stawia się w roli mistrza w relacji ze swoim klientem.

Coach, który stawia się w roli guru pracuje w sprzeczności z filozofią coachingu. Guru to ktoś, kto zna odpowiedzi na wszystkie pytania i jest ostateczną instancją dla tych, którzy w niego wierzą i go wyznają. Guru to ktoś niekwestionowany, którego opinie, sądy, odpowiedzi nie mogą być podważone. Natomiast coach wie o tym, że nie zna tych wszystkich odpowiedzi i szuka ich w kliencie i jego zasobach.

Instytucję guru doskonale opisuje Paulina Młynarska w jednym ze swoich ostatnich felietonów dla Onetu :

Wystrzegałabym się nauczycieli przekonanych o tym, że tylko ich sposób prowadzenia zajęć jest dobry i właściwy. Istnieje wiele różnych szkół, stylów i sposobów praktykowania jogi. Ich wspólnym mianownikiem jest praca nad przekraczaniem własnego ego. "Zakochany w sobie z wzajemnością" jogin nie jest na właściwej ścieżce. Zdrowe kochanie siebie i dobroć dla własnej osoby to nie jest to samo, co zadufanie w sobie i przekonanie o tym, że się zjadło wszystkie rozumy. Tymczasem zdarza się, że gdy człowiek liźnie nieco wiedzy z zakresu jogi, wzmocni ciało i przywdzieje właściwy kostium, ego jest wielce wodzone na pokuszenie. "Oto mnie słuchają!", "oto jestem duchową przewodniczką tych nieszczęsnych, nierozciągniętych, nieogarniętych w swoim stresie i wewnętrznym zamęcie żuczków ludzkich!" – kombinuje sobie niejeden pseudojogin i niejedna narcystyczna niby-joginka. I dalej wciskać ludziskom swoje "mądrości" z półki z ezoteryką z księgarni internetowej. Dalej wsłuchiwać się w słodycz własnego głosu. Nazywam to "syndromem bogini" i uważam za jedno wielkie zawracanie głowy.

Pani Paulina pisze o nauczycielach jogi, ale właściwie każde jej zdanie można było by odnieść do coachingu, psychoterapii czy jakiejkolwiek innej formy pomocy ludziom. Syndrom bogini lub boga, może dopaść także coacha. I jest to zjawisko szalenie niebezpieczne i na pewno niepożądane w coachingu. Wyklucza bowiem jedno z głównych założeń tej metody czyli wiarę w to, że cały potencjał i wszystkie odpowiedzi są w kliencie coachingu, a nie w coachu. To klient jest swoim własnym mistrzem i  guru i jego zadaniem jest dotarcie do swojej własnej wewnętrznej mądrości i prawdy. Prawda coacha jest zbudowana w oparciu o inną mapę wzorców, doświadczeń, emocji i przekonań. Coach może być człowiekiem z niezwykłą wiedzą i mądrością, ale nie jest w stanie wejść do umysłu swojego klienta, przeżyć wszystkich chwil, które przeżył klient,  doświadczyć jego emocji. Coach zna mechanizmy wzorców, schematy postępowania i narzędzia do pracy z nimi, ale nie jest w posiadaniu jakiejś objawionej prawdy, która pasuje do każdego klienta. Każdy z nas jest bowiem unikalny i nikt inny nie miał ani nie będzie miał takiego samego odcisku palca jak Ty. 

Zadaniem coacha nie jest więc budowanie swojego ego z pozycji wszystkowiedzącego mistrza, który zna odpowiedzi na każde pytanie, ale wsparcie klienta w budowanie jego zdrowej samooceny opartej na wierze we własną mądrość i własny potencjał. 

Kiedy powinna zaświecić nam się czerwoną lampka podczas pracy z coachem? 

1.Wtedy, gdy coach uważa, że wie lepiej i tylko on ma rację. Jedynie on ma dostęp do rozwiązania i jest w posiadaniu cudownej metody,  która będzie lekiem na całe zło. 

2. Kiedy patrzy na swojego klienta z góry i klient czuje się przy nim mniejszy, mniej wartościowy, głupszy, mniej dojrzały.

3. Kiedy coach daje rady, stawia się w pozycji mędrca, sugeruje rozwiązania.

4. Kiedy coach ocenia swojego klienta, jego postawę i zachowanie.

Czy to znaczy, że coach nie może w ogóle pokazywać swojej perspektywy?

Oczywiście może to robić, ale warto trzymać się kilku zasad:

1. Coach może, a nawet warto by dawał klientowi informację zwrotną, ale powinna ona dotyczyć tego, co on zaobserwował słuchając i widząc klienta lub jakie myśli, skojarzenia się w nim pojawiły. Warto zakończyć taką informację pytaniem o to, co klient o tym sądzi, co mu to mówi.

2. Warto wykorzystać do tego metaforę oraz również spytać klienta, co mu ta metafora mówi i co z niej wynosi.

3. Na etapie generowania pomysłów, kiedy klient stoi w miejscu i skorzystaliśmy z różnych innych metod, można wspomnieć o swoim doświadczeniu i pokazać, co się sprawdziło u nas i u naszych klientów, ale znów z bardzo dużym naciskiem na pytanie do klienta: Na ile jest to dla Ciebie przydatne? Jak to pasuje do Twojej sytuacji? Jak może Ci się to przydać? Co o tym sądzisz?

4. I warto zadbać o proporcje 90/10, gdzie 90 to przede wszystkim praca i pomysły klienta, a 10 to metafory i informacja zwrotna od coacha.

Co o tym sądzicie?

Julitta Dębska

(Photo: tipanie annick - Google+)

niedziela, 3 grudnia 2017

Namaluj swój psychologiczny autoportret

 

Dobra relacja ze sobą to tak naprawdę najważniejsza relacja w naszym życiu. Od jej jakości zależy to, jak ułożą się relacje z innymi ważnymi osobami, partnerami, przyjaciółmi, rodziną, współpracownikami. Warto więc o nią zadbać. Dobra relacja ze sobą to oprócz samoakceptacji i  zdrowej samooceny, także  znajomość siebie, swoich potrzeb, wartości, jakie są dla nas ważne, ale i wzorców, schematów, którymi się kierujemy w życiu. Jest to świadomość swojego potencjału oraz słabszych stron. Składa się na nią wiedza o tym, jakie posiadamy cechy osobowości.

Czym jest typ osobowości? 

 

Twój typ osobowości, to system, który obejmuje cechy charakterystyczne, odczucia, myśli, postawy, typowe zachowania oraz mechanizmy radzenia sobie z problemami. Wyznacza on niepowtarzalny wzór działania Twojej psychiki - sposób myślenia, odczuwania i zachowania.
Zrozumienie własnego charakteru i schematów myślenia jest kluczem do rozwiązania życiowych problemów. Znajomość własnego typu osobowości pomaga ugruntować empatię i wgląd w siebie. Pokazuje nam to, co jest w nas unikalne, jak i to, co jest schematyczne, powtarzalne i przewidywalne.

W takim samopoznaniu pomagają nam różne klasyfikacje i testy dostępne na rynku np. Myers-Briggs  Indicator (MBTI), który jest rozszerzoną koncepcją Carla Gustava Junga czy pięcioczynnikowy model osobowości Wielka Piątka autorstwa Paula Costy i Roberta McCrae. Są to bardzo pomocne narzędzia, ale ja zdecydowałam się pokazać Wam klasyfikację, która przekonuje mnie szczególnie.

 Twój psychologiczny autoportret


Systematyka typów osobowości zaproponowana przez Johna L. Oldhama i Lois B. Morris została oparta na klasyfikacji zaburzeń osobowości. Autorzy założyli, że wyodrębnione przez psychiatrów zaburzenia osobowości można postrzegać jako skrajne przypadki w kontinuum normalnych, indywidualnych różnic osobowościowych. Czternaście zaburzeń osobowości (DSM-IV) to doprowadzone do skrajności przypadki czternastu typów osobowości, które w różnym stopniu cechują każdą jednostkę ludzką. 

Wyróżniamy więc:

1.Typ Sumienny (zaburzenie osobowości obsesyjno-kompulsywne).
2. Typ Pewny Siebie (zaburzenie osobowości narcystyczne)
3. Typ Dramatyczny (zaburzenie osobowości histrioniczne)
4. Typ Czujny (zaburzenie osobowości paranoidalne)
5. Typ Zmienny (zaburzenie osobowości bordeline)
6. Typ Oddany (zaburzenie osobowości patologiczna zależność)
7. Typ Samotniczy (zaburzenie osobowości schizoidalne)
8. Typ Wygodny (zaburzenie osobowości bierno-agresywne)
9. Typ Wrażliwy (zaburzenie osobowości ucieczkowe)
10. Typ Nie-zwyczajny (zaburzenie osobowości schizotypalne)
11. Typ Awanturniczy (zaburzenie osobowości antyspołeczne)
12. Typ Ofiarny (zaburzenie osobowości autodestrukcyjne)
13. Typ Władczy (zaburzenie osobowości sadystyczne)
14. Typ Poważny (zaburzenie osobowości depresyjne)

Twoja osobowość to niepowtarzalna mieszanka wszystkich tych typów, które występują u Ciebie w różnym natężeniu. Każdy z tych typów jest normalny i powszechny. Żaden z nich nie jest lepszy od innego. Każdy ma swoje mocne i słabe strony. 

Przez najbliższe tygodnie będę prezentować na mojej fejsbukowej stronie (www.facebook.com/coachyourselfpl) 14 typów. Śledząc moje FB poznacie cechy charakterystyczne typów, to jak dany typ radzi sobie w związkach, w pracy, z emocjami oraz jak dobrać partnera mając dominujący określony typ. Myślę, że czytając opisy z łatwością odnajdziecie w nich cechy swoje i swoich najbliższych. Dzięki temu zrozumiecie dlaczego czujecie, kochacie, myślicie i postępujecie właśnie tak. Zapraszam do towarzyszenia mi w malowaniu własnego portretu.


Julitta Dębska

Źródła:
Twój psychologiczny autoportret. Dlaczego czujesz, kochasz, myślisz, postępujesz właśnie tak., John M. Oldham, Lois. B. Morris
DSM-IV - Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, 4th edition, Washington, American Psychiatric Association 1994.

niedziela, 26 listopada 2017

Jak długo trwa coaching?

 

 

Jeśli zastanawiałeś się kiedyś nad pójściem do coacha, jednym z pytań, które mogło pojawić się w Twojej głowie, zapewne było to o długość całego procesu. Kiedy zobaczę efekty? Jak długo trwa sesja coachingowa? Ile jest spotkań? Jak częste są te spotkania?


Zacznę od teorii, by potem pokazać Ci, jak wygląda praktyka.


Na większości szkoleń z coachingu, na których byłam podawane były podobne założenia dotyczące ilości, długości i częstotliwości sesji coachingowych. Opierają się one o zasady szkoły ICC (International Coaching Community), która była jedną z pierwszych organizacji coachingowych, jakie pojawiły się w Polsce i wywarła duży wpływ na kulturę coachingu w naszym kraju. Te zasady, które praktykuje wielu coachów i organizacji wdrażających coaching oparte są na założeniu, że coaching to proces zmiany, która następuje w czasie. Czas ten określany jest przez klienta podczas ustalania celu coachingu, ale zazwyczaj jest to kilka miesięcy. W tym czasie odbywa się około ośmiu spotkań. Coach i coachee (klient coachingu) widują się  mniej więcej co trzy tygodnie na godzinnych lub 1,5 godzinnych sesjach. 

Tak ustalony harmonogram spotkań daje wiele korzyści zarówno coachowi jak i klientowi. Wyznaczenie konkretnych terminów spotkań oraz ich ilości już na samym początku procesu motywuje do pracy nad celem i mobilizuje klienta. Pozwala to na efektywne zarządzanie czasem zarówno coacha jak i coachee. 

Trzytygodniowa przerwa między spotkaniami to odpowiednio długi czas na to, by wdrożyć zaplanowane działania, nowe nawyki, zachowania. Trzy tygodnie czyli 21 dni to według Briana Tracy czas potrzebny na wdrożenie nowego nawyku. Niektórzy coachowie twierdzą, że prawdziwy coaching ma miejsce właśnie podczas tej przerwy, kiedy klient ma czas na refleksję nad tym, co zaszło podczas spotkania z coachem, a w jego głowie pojawiają się nowe odpowiedzi na zdane podczas sesji pytania. W tym czasie myśli porządkują się. Wszystko to wzmocnione jest zadaną przez coacha 'pracą domową' czyli zadaniem rozwojowym do wykonania do następnego spotkania. Dłuższa przerwa między sesjami mogłaby spowodować zapomnienie o celu. Zwiększyło by to prawdopodobieństwo demotywacji klienta. 

60-minutowa lub 90-minutowa sesja to na tyle dużo czasu, by klient dokonał ważnych odkryć, natomiast na tyle niewiele, że klient nie jest spotkaniem zmęczony.

W takich właśnie cyklach 8 sesji trwających 90 minut, odbywających się co trzy tygodnie, bardzo dobrze pracowało mi się w organizacjach, gdzie prowadziłam z menedżerami coachingi biznesowe. Tak ułożony proces coachingowy wspierał menedżerów w realizacji ich codziennych celów.

A teraz trochę praktyki spoza korporacji.


Nie każdy cel życiowy wymaga kilkumiesięcznej pracy z coachem, ale bywają też takie, które potrzebują dłuższego, regularnego wsparcia. Jeśli na coś pracowałeś 30 lat, to nie licz, że zmienisz to po jednej godzinie rozmowy z coachem. Wszystko więc zależy od rodzaju sprawy z jaką przychodzi klient. Są cele, na które sam klient daje sobie tylko miesiąc i uważa, że jest to realny termin ich realizacji. Wtedy zdarza się, że coach wspiera klienta częstszymi spotkaniami. Zasadne jest spotkanie się co tydzień, by weryfikować, jak daleko jest klient od celu, jakie zrobił postępy i by motywować go do kolejnych działań. Takim celem może być np. zmiana pracy w konkretnym, narzuconym nieraz przez okoliczności terminie.

Są jednak cele bardziej złożone, do których dochodzi się etapami np. te związane z własnym życiem wewnętrznym, z akceptacją siebie, pracą z własnymi przekonaniami, z relacjami z innymi ludźmi. 

Niektóre relacje coachingowe są otwarte i nie mają ustalonego terminu zakończenia. Często zaczynają się od uzgodnienia minimalnego czasu trwania. np. trzy miesiące, ale mogą trwać latami. Relacja coachingowa staje się wówczas częścią systemu wsparcia klienta, w miarę jak dokonuje on ważnych zmian w swoim życiu, przechodzi przez kolejne fazy rozwoju, staje w obliczu niespodziewanych wyzwań. (Coaching koaktywny. Umiejętności wspierające sukces klienta. L. Withworth)

Według badań International Coach Federation najbardziej popularną formą coachingu są 30-minutowe sesje przez telefon, trzy do czterech razy w miesiącu. Ta forma nie jest jeszcze bardzo popularna w Polsce. Przez Polaków wciąż bardziej preferowane są bezpośrednie spotkania z coachem. Takie spotkania zazwyczaj trwają dłużej niż wspomniane 30 minut. Na czas wpływa również liczba osób, które biorą udział w sesji. Jeśli decydujemy się na coaching w parze lub na udział w coachingu grupowym, warto założyć, że ten czas będzie nieco dłuższy od przeciętnej, godzinnej sesji coachingowej.

Jednakże najlepszą odpowiedzią na pytanie jak długo i jak często będzie: Tak, jak będzie najlepiej w przypadku tego coacha i tego klienta. Ważne, by zasady współpracy zostały ustalone na początku, a coach wyraźnie zaznaczył, jaka częstość i długość sesji będzie najbardziej efektywna w konkretnym przypadku. Kiedy więc już opowiesz coachowi o swojej sytuacji, ustalicie cel coachingu i czas, który dajesz sobie na jego realizację to możesz swobodnie wymagać od coacha określenia zasad współpracy takich jak częstość i długość spotkań. 


Julitta Dębska

Popularne posty