niedziela, 3 grudnia 2017

Namaluj swój psychologiczny autoportret

 

Dobra relacja ze sobą to tak naprawdę najważniejsza relacja w naszym życiu. Od jej jakości zależy to, jak ułożą się relacje z innymi ważnymi osobami, partnerami, przyjaciółmi, rodziną, współpracownikami. Warto więc o nią zadbać. Dobra relacja ze sobą to oprócz samoakceptacji i  zdrowej samooceny, także  znajomość siebie, swoich potrzeb, wartości, jakie są dla nas ważne, ale i wzorców, schematów, którymi się kierujemy w życiu. Jest to świadomość swojego potencjału oraz słabszych stron. Składa się na nią wiedza o tym, jakie posiadamy cechy osobowości.

Czym jest typ osobowości? 

 

Twój typ osobowości, to system, który obejmuje cechy charakterystyczne, odczucia, myśli, postawy, typowe zachowania oraz mechanizmy radzenia sobie z problemami. Wyznacza on niepowtarzalny wzór działania Twojej psychiki - sposób myślenia, odczuwania i zachowania.
Zrozumienie własnego charakteru i schematów myślenia jest kluczem do rozwiązania życiowych problemów. Znajomość własnego typu osobowości pomaga ugruntować empatię i wgląd w siebie. Pokazuje nam to, co jest w nas unikalne, jak i to, co jest schematyczne, powtarzalne i przewidywalne.

W takim samopoznaniu pomagają nam różne klasyfikacje i testy dostępne na rynku np. Myers-Briggs  Indicator (MBTI), który jest rozszerzoną koncepcją Carla Gustava Junga czy pięcioczynnikowy model osobowości Wielka Piątka autorstwa Paula Costy i Roberta McCrae. Są to bardzo pomocne narzędzia, ale ja zdecydowałam się pokazać Wam klasyfikację, która przekonuje mnie szczególnie.

 Twój psychologiczny autoportret


Systematyka typów osobowości zaproponowana przez Johna L. Oldhama i Lois B. Morris została oparta na klasyfikacji zaburzeń osobowości. Autorzy założyli, że wyodrębnione przez psychiatrów zaburzenia osobowości można postrzegać jako skrajne przypadki w kontinuum normalnych, indywidualnych różnic osobowościowych. Czternaście zaburzeń osobowości (DSM-IV) to doprowadzone do skrajności przypadki czternastu typów osobowości, które w różnym stopniu cechują każdą jednostkę ludzką. 

Wyróżniamy więc:

1.Typ Sumienny (zaburzenie osobowości obsesyjno-kompulsywne).
2. Typ Pewny Siebie (zaburzenie osobowości narcystyczne)
3. Typ Dramatyczny (zaburzenie osobowości histrioniczne)
4. Typ Czujny (zaburzenie osobowości paranoidalne)
5. Typ Zmienny (zaburzenie osobowości bordeline)
6. Typ Oddany (zaburzenie osobowości patologiczna zależność)
7. Typ Samotniczy (zaburzenie osobowości schizoidalne)
8. Typ Wygodny (zaburzenie osobowości bierno-agresywne)
9. Typ Wrażliwy (zaburzenie osobowości ucieczkowe)
10. Typ Nie-zwyczajny (zaburzenie osobowości schizotypalne)
11. Typ Awanturniczy (zaburzenie osobowości antyspołeczne)
12. Typ Ofiarny (zaburzenie osobowości autodestrukcyjne)
13. Typ Władczy (zaburzenie osobowości sadystyczne)
14. Typ Poważny (zaburzenie osobowości depresyjne)

Twoja osobowość to niepowtarzalna mieszanka wszystkich tych typów, które występują u Ciebie w różnym natężeniu. Każdy z tych typów jest normalny i powszechny. Żaden z nich nie jest lepszy od innego. Każdy ma swoje mocne i słabe strony. 

Przez najbliższe tygodnie będę prezentować na mojej fejsbukowej stronie (www.facebook.com/coachyourselfpl) 14 typów. Śledząc moje FB poznacie cechy charakterystyczne typów, to jak dany typ radzi sobie w związkach, w pracy, z emocjami oraz jak dobrać partnera mając dominujący określony typ. Myślę, że czytając opisy z łatwością odnajdziecie w nich cechy swoje i swoich najbliższych. Dzięki temu zrozumiecie dlaczego czujecie, kochacie, myślicie i postępujecie właśnie tak. Zapraszam do towarzyszenia mi w malowaniu własnego portretu.


Julitta Dębska

Źródła:
Twój psychologiczny autoportret. Dlaczego czujesz, kochasz, myślisz, postępujesz właśnie tak., John M. Oldham, Lois. B. Morris
DSM-IV - Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, 4th edition, Washington, American Psychiatric Association 1994.

niedziela, 26 listopada 2017

Jak długo trwa coaching?

 

 

Jeśli zastanawiałeś się kiedyś nad pójściem do coacha, jednym z pytań, które mogło pojawić się w Twojej głowie, zapewne było to o długość całego procesu. Kiedy zobaczę efekty? Jak długo trwa sesja coachingowa? Ile jest spotkań? Jak częste są te spotkania?


Zacznę od teorii, by potem pokazać Ci, jak wygląda praktyka.


Na większości szkoleń z coachingu, na których byłam podawane były podobne założenia dotyczące ilości, długości i częstotliwości sesji coachingowych. Opierają się one o zasady szkoły ICC (International Coaching Community), która była jedną z pierwszych organizacji coachingowych, jakie pojawiły się w Polsce i wywarła duży wpływ na kulturę coachingu w naszym kraju. Te zasady, które praktykuje wielu coachów i organizacji wdrażających coaching oparte są na założeniu, że coaching to proces zmiany, która następuje w czasie. Czas ten określany jest przez klienta podczas ustalania celu coachingu, ale zazwyczaj jest to kilka miesięcy. W tym czasie odbywa się około ośmiu spotkań. Coach i coachee (klient coachingu) widują się  mniej więcej co trzy tygodnie na godzinnych lub 1,5 godzinnych sesjach. 

Tak ustalony harmonogram spotkań daje wiele korzyści zarówno coachowi jak i klientowi. Wyznaczenie konkretnych terminów spotkań oraz ich ilości już na samym początku procesu motywuje do pracy nad celem i mobilizuje klienta. Pozwala to na efektywne zarządzanie czasem zarówno coacha jak i coachee. 

Trzytygodniowa przerwa między spotkaniami to odpowiednio długi czas na to, by wdrożyć zaplanowane działania, nowe nawyki, zachowania. Trzy tygodnie czyli 21 dni to według Briana Tracy czas potrzebny na wdrożenie nowego nawyku. Niektórzy coachowie twierdzą, że prawdziwy coaching ma miejsce właśnie podczas tej przerwy, kiedy klient ma czas na refleksję nad tym, co zaszło podczas spotkania z coachem, a w jego głowie pojawiają się nowe odpowiedzi na zdane podczas sesji pytania. W tym czasie myśli porządkują się. Wszystko to wzmocnione jest zadaną przez coacha 'pracą domową' czyli zadaniem rozwojowym do wykonania do następnego spotkania. Dłuższa przerwa między sesjami mogłaby spowodować zapomnienie o celu. Zwiększyło by to prawdopodobieństwo demotywacji klienta. 

60-minutowa lub 90-minutowa sesja to na tyle dużo czasu, by klient dokonał ważnych odkryć, natomiast na tyle niewiele, że klient nie jest spotkaniem zmęczony.

W takich właśnie cyklach 8 sesji trwających 90 minut, odbywających się co trzy tygodnie, bardzo dobrze pracowało mi się w organizacjach, gdzie prowadziłam z menedżerami coachingi biznesowe. Tak ułożony proces coachingowy wspierał menedżerów w realizacji ich codziennych celów.

A teraz trochę praktyki spoza korporacji.


Nie każdy cel życiowy wymaga kilkumiesięcznej pracy z coachem, ale bywają też takie, które potrzebują dłuższego, regularnego wsparcia. Jeśli na coś pracowałeś 30 lat, to nie licz, że zmienisz to po jednej godzinie rozmowy z coachem. Wszystko więc zależy od rodzaju sprawy z jaką przychodzi klient. Są cele, na które sam klient daje sobie tylko miesiąc i uważa, że jest to realny termin ich realizacji. Wtedy zdarza się, że coach wspiera klienta częstszymi spotkaniami. Zasadne jest spotkanie się co tydzień, by weryfikować, jak daleko jest klient od celu, jakie zrobił postępy i by motywować go do kolejnych działań. Takim celem może być np. zmiana pracy w konkretnym, narzuconym nieraz przez okoliczności terminie.

Są jednak cele bardziej złożone, do których dochodzi się etapami np. te związane z własnym życiem wewnętrznym, z akceptacją siebie, pracą z własnymi przekonaniami, z relacjami z innymi ludźmi. 

Niektóre relacje coachingowe są otwarte i nie mają ustalonego terminu zakończenia. Często zaczynają się od uzgodnienia minimalnego czasu trwania. np. trzy miesiące, ale mogą trwać latami. Relacja coachingowa staje się wówczas częścią systemu wsparcia klienta, w miarę jak dokonuje on ważnych zmian w swoim życiu, przechodzi przez kolejne fazy rozwoju, staje w obliczu niespodziewanych wyzwań. (Coaching koaktywny. Umiejętności wspierające sukces klienta. L. Withworth)

Według badań International Coach Federation najbardziej popularną formą coachingu są 30-minutowe sesje przez telefon, trzy do czterech razy w miesiącu. Ta forma nie jest jeszcze bardzo popularna w Polsce. Przez Polaków wciąż bardziej preferowane są bezpośrednie spotkania z coachem. Takie spotkania zazwyczaj trwają dłużej niż wspomniane 30 minut. Na czas wpływa również liczba osób, które biorą udział w sesji. Jeśli decydujemy się na coaching w parze lub na udział w coachingu grupowym, warto założyć, że ten czas będzie nieco dłuższy od przeciętnej, godzinnej sesji coachingowej.

Jednakże najlepszą odpowiedzią na pytanie jak długo i jak często będzie: Tak, jak będzie najlepiej w przypadku tego coacha i tego klienta. Ważne, by zasady współpracy zostały ustalone na początku, a coach wyraźnie zaznaczył, jaka częstość i długość sesji będzie najbardziej efektywna w konkretnym przypadku. Kiedy więc już opowiesz coachowi o swojej sytuacji, ustalicie cel coachingu i czas, który dajesz sobie na jego realizację to możesz swobodnie wymagać od coacha określenia zasad współpracy takich jak częstość i długość spotkań. 


Julitta Dębska

niedziela, 19 listopada 2017

Jak często uprawiają seks szczęśliwe pary?



 

W ubiegłą sobotę 11 listopada byłam gościem Pytania na Śniadanie i odpowiadałam na pytanie: Jak często uprawiają seks szczęśliwe pary. Z uwagi na to, że mieliśmy tylko 8 minut, a ja jestem gadułą, to postanowiłam wypowiedzieć się w tym temacie nieco szerzej na blogu. Seks jest jednym z aspektów relacji romantycznych, więc jak najbardziej temat pasuje do tego miejsca.



Jak często uprawiają seks szczęśliwe pary?



Korelacja między poczuciem szczęścia w związku romantycznym, a ilością seksu w związku była już wielokrotnie badana. Wyniki dotychczas przeprowadzonych badań nieco różnią się między sobą, aczkolwiek nie są to diametralne różnice. Z większości wynika, że seks owszem ma wpływ na zadowolenie z relacji. 


Niedawno w magazynie The Society for Personality and Social Psychology ukazało się badanie Uniwersytetu w Chicago, z którego wynika, że szczęśliwe pary kochają się ze sobą średnio raz w tygodniu. Okazało się również, że wzrost ilości stosunków w tygodniu, nie wpływa na wzrost satysfakcji z relacji. 


Inne badanie, The Normal Bar, przeprowadzone na 100 tys. respondentów z całego świata wykazało natomiast, że magiczną liczbą są 3-4 stosunki seksualne w tygodniu, co przekłada się na średnio 12 razy w miesiącu. Jest to zbieżne z nieco mniejszym badaniem przeprowadzonym przez Garyego Neumana, który pracował z zamężnymi kobietami (400 kobiet). Z jego statystyk wynika, że niezadowolone mężatki kochają się z mężem średnio 3-4 razy w miesiącu, podczas gdy zadowolone panie, uprawiają seks 11 razy w miesiącu.

Na uwagę zasługuje na pewno badanie "Seks a pogoń za szczęściem: jak życie erotyczne innych ludzi wpływa na nasze samopoczucie”. Z niego dowiadujemy się bowiem, że nie tyle ilość stosunków seksualnych z partnerem wpływa na nasze poczucie szczęścia, co ilość tych stosunków w porównaniu do ilości, jaką odbywają inni. Ważne jest dla nas jak wypadamy na tle innych, naszych sąsiadów, znajomych, Polaków. Nie chodzi tutaj o rywalizację, a o poczucie bycia w normie. Zwłaszcza w tej sferze chcemy mieć pewność, że wszystko jest z nami w porządku i mieścimy się w „widełkach”.  


Oczywiście nauka pomaga nam odpowiadać na najważniejsze pytanie, ale do seksualności warto jednak podejść indywidualnie. Każdy z nas ma inne potrzeby, libido, doświadczenia, a każda para ma swoją własną harmonię i tempo. Ważne, by o tym rozmawiać, działać, ale też nie zmuszać się.


To taki niby banał, ale naprawdę nie liczy się ilość, ale jakość tego seksu. Są pary, które kochają się np. raz, dwa razy w miesiącu i są z tego zadowolone. Partnerzy rozumieją to, że pożądanie jest jak fazy księżyca, pojawia się i znika, by znów się pojawić. Potrafią budować namiętność i pożądanie, a te kilka niezwykłych sytuacji w zupełności im wystarcza. Inne pary mogą uprawiać seks codziennie, a i tak nie są zadowolone ze swojego życia seksualnego, bo czegoś w tym seksie może brakować. Seks może być u takich par, rutyną, zadaniem do wykonania, nieprzyjemnym obowiązkiem i niekoniecznie jest czynnikiem satysfakcji. 


Ważne, by poznać samego siebie, swoje potrzeby, pragnienia, fantazje. Wiedzieć, co mi sprawia przyjemność. Jeśli partnerzy znają swoje własne potrzeby to jest to platforma do komunikacji, do rozmowy o tym w parze. Możemy wtedy wzajemnie pokazać sobie to, co sprawia nam satysfakcję. Musimy najpierw jednak być tego świadomi. Być świadomymi istotami seksualnymi.

Ważne są też otwartość na potrzeby partnera i ich zrozumienie. Bywa, że partner z powodów zawodowych, silnego stresu, różnego rodzaju problemów zwyczajnie nie ma ochoty na seks. Zmuszanie go do tego, robienie wyrzutów tylko pogarsza wtedy sytuację. Powoduje napięcie i separuje partnerów od siebie. 


Kiedy jest na to najlepszy czas według naszego zegara biologicznego?



Chcąc zadbać o jakość naszego seksu, warto przyjrzeć się swojemu zegarowi biologicznemu. Najczęściej kochamy się w weekendy, soboty i niedziele między 21.00 a 23.00, natomiast nie jest to najlepszy czas ani dla kobiet ani dla mężczyzn. Dla panów biologicznie idealnym momentem jest poranek, kiedy organizm mężczyzny budzi się i wytwarza dużo testosteronu. Nieco inaczej wygląda to jednak u kobiet, które nad ranem są nieco ospałe z powodu melaniny, która wytwarza się w ich organizmach. Rozwiązaniem są tutaj więc takie pozycje, które nie będą gwałtownie wybudzały kobiety ze snu. Kolejny dobry moment w ciągu dnia to popołudnie, kiedy niestety bardzo często z uwagi na obowiązki i pracę nie mamy przestrzeni na seks. Natomiast w dni, w których możemy sobie na to pozwolić, warto te chwile wykorzystywać. Optymalnym czasem zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn jest godzina między 20.00 a 21.00.


Natomiast warto zwrócić uwagę na fakt, że to również jest sprawa indywidualna. Ludzie mają różny tryb pracy. Niektórzy pracują z domu i wstają bardzo późno, są osoby, które pracują nocami. Mamy też różne nawyki, przyzwyczajenia wynikające ze stylu życia. Wreszcie na ten rytm ma wpływ poziom stresu, choroby, starzenie się. Dlatego ważne, by przyglądać się sobie. Warto by każdy z partnerów robił to indywidualnie, ale również, by para przyglądała się tym rytmom wspólnie i wyciągała z nich wnioski. 


Czy seks może odstresować i rozładować napięcie?



Od strony biologicznej tak, ale nie polecałabym wykorzystywania seksu jako narzędzia do rozładowania napięcia. Zagrożeniem jest to, że zaczniemy i sam seks i partnera traktować instrumentalnie. Seks może stać się wtedy „lekarstwem” na choroby duszy podobnym do chociażby kieliszka wódki. Z czasem więc stracimy w takim seksie kontakt i ze sobą i z partnerem. 


Stres jest również często powodem problemów seksualnych i w takich sytuacjach bardzo ważne jest zrozumienie i wsparcie ze strony partnera. 


Co zrobić by utrzymać namiętność w związku?



Tutaj odwołam się do wskazówek nowojorskiej psychoterapeutki par, Esher Perel. Esther badała pary na całym świecie. Pytała badanych między innymi o to, kiedy partner pociąga ich najbardziej. 

W różnych zakątkach świata, bez względu na położenie geograficzne powtarzały się trzy odpowiedzi. Po pierwsze, badani podkreślali, że czują namiętność do partnera, kiedy on jest daleko np. w podróży lub w delegacji i kiedy przychodzi moment jego powrotu. Kolejna sytuacja, która się powtarzała to, kiedy partner jest w swojej pracowni lub jest na scenie. Partner jest w swoim żywiole, czymś się pasjonuje. Jest wtedy promienny i pewny siebie. Trzeci rodzaj sytuacji, to kiedy pojawia się coś nowego i badany jest tym faktem zaskoczony. Ale uwaga, wcale nie chodzi tutaj o nowe pozycje ani repertuar technik seksualnych. Kryzys pożądania to często kryzys wyobraźni.


Biorąc to wszystko pod uwagę, dobrze jest patrzeć na partnera z pewnego dystansu. Kiedy jesteśmy sklejeni z ukochanym, nie mamy szansy na to, by nas czymś zaskoczył, by zobaczyć, jaki jest wyjątkowy, jak zachowuje się, gdy spełnia się w swojej pracy lub pasji. Jesteśmy tak blisko, że przestajemy się dostrzegać. To w przestrzeni między dwojgiem ludzi leży erotyczny entuzjazm i pożądanie. 


Polecam również pytanie, które Esther zadaje swoim klientom: Co zrobiłeś w tym tygodniu by nie mieć seksu? Może nie zmieniłeś skarpet? Może się nie umyłaś? A może nie dałeś znać partnerowi, że Ci na tym zależy?

Julitta Dębska 


niedziela, 5 listopada 2017

Jesteś cudem!



Tak o Tobie mówię. Jesteś cudem i możesz czynić cuda.

Jak się poczułeś z tą myślą? 

Jeśli chcesz więcej takich przeżyć to zachęcam Cię do sięgnięcia po książkę Reginy Brett o takim właśnie tytule - Jesteś cudem. Ja miałam ją już w rękach wielokrotnie. Chciałam też ją podarować siostrze w poprzednie Święta Bożego Narodzenia  z przesłaniem, że jest cudem, ale zamiast tego dostała ode mnie poradnik o tym, jak być hygge. W tym tygodniu sprezentowałam ją sobie w jednym z dyskontów, do którego wybrałam się po kokosy, hummus i coś na obiad. I zupełnie nie spodziewałam się tego, że w sklepie spożywczym, pierwszą rzeczą, którą wrzucę do koszyka będzie książka.

50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym

Możesz sobie pomyśleć, że raczej nie znajdziesz wielkiej literatury w Biedrze. I nie będę się spierać z tymi, którzy twierdzą, że to nie jest ambitna twórczość. Natomiast to, co autorka robi z emocjami czytelnika to absolutny majstersztyk. Książka składa się z 50 historii o zwykłych, a jednocześnie cudownych ludziach. Każde opowiadanie to zaledwie około pięciu stron, ale napisanych tak, że czytając śmiejesz się i płaczesz. Przyznaję, że jestem osobą, która łatwo wzrusza się na filmach, a nawet podczas oglądania wiadomości ze świata, ale naprawdę te historie mają w sobie moc. Są to lekcje tego jak żyć szczęśliwie, będąc przede wszystkim dobrym człowiekiem. 

Jak korzystać z książek w coachingu?


Tego typu książki są świetnym narzędziem coachingowym! W coachingu bowiem dobrze sprawdza się praca z metaforą. Do tego coach wykorzystuje opowieści, legendy, bajki, własne historie, karty, które mają pokazać klientowi oddmienną perspektywą lub ją poszerzyć. Każdy znajduje coś innego dla siebie w takiej metaforze - refleksję, myśl, zdanie, które prowadzą w stronę celu, jaki jest tematem coachingu.W niedzielny wieczór książka może zastąpić Ci snującego opowieść coacha. 

Jak to zrobić? Pomyśl o swojej sprawie, problemie, celu. Możesz też zadać pytanie, tak jakby zrobił to coach. Odpowiedź znajdziesz na stronie, na której otworzy się wybrana przez Ciebie książka. Rozwiązania możesz szukać też w całym rozdziale. Książka Reginy Brett świetnie mi się sprawdza przy takim ćwiczeniu, ponieważ każda z 50 lekcji jest budująca, motywująca, skłania do refleksji, stawia pytania. Dla przykładu, odpowiedzi na pytanie dotyczące relacji z Twoim mężem możesz szukać w rozdziale "Dawaj tak, jakby świat był twoją rodziną, bo nią jest" albo "Uważaj na słowa. Powściągnij język i pióro".

Pomyśl więc o swoim celu lub sprawie, która Cię trapi. Otwórz wybraną przez Ciebie książkę na dowolnej stronie. Przeczytaj rozdział lub stronę i zadaj sobie pytania:

- Jak to się ma do mojego celu?
- Co z tego biorę dla siebie?
- Co mi to pokazuje?
- Jaka z tego płynie lekcja dla mnie?
- Co mówi mi moja intuicja?

Inny sposób pracy z tą konkretną pozycją Reginy Brett to czytanie o poranku jednej opowieści i refleksja nad nią.

- Co z tej historii biorę dla siebie?
- Jak podejdę do spraw, które się wydarzą?
- O co dziś zadbam?

Zachęcam Cię do takiej codziennej refleksji i odkrywania siebie, jak również do czytania. Efekt dwa w jednym. A ja sprawdzę nową książkę Reginy Brett pod pięknym tytułem "Kochaj", bo mam podejrzenie, że może być przydatnym narzędziem do takiej codziennej zabawy połączonej z pracą nad relacją z samym sobą i miłością do siebie.

Julitta Dębska

niedziela, 29 października 2017

Sposoby na jesienną deprechę czyli jak podnieść swoją wibrację


 

Coraz krótsze dni, niskie ciśnienie, deszcz, szalejące orkany, wszystkie te oznaki jesieni wpływają negatywnie na nasze samopoczucie. Jeśli czujesz, że dopadła Cię jesienna chandra, to nie jesteś w tym odosobniony. Jak sobie pomóc i nie pogłębiać nieprzyjemnego stanu? Oto kilka sposób na walkę z sezonowym spadkiem nastroju.


Wyjdź z domu i bądź blisko natury


Łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić, gdy za oknem panują nieprzyjemne warunki atmosferyczne. Znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem wydaje się wtedy cocooning (dosłownie: kokoniarstwo), czyli zamknięcie się w swoich czterech ścianach. Jednak nic tak zbawiennie nie wpływa na nasze samopoczucie, jak kontakt z przyrodą i odrobina świeżego powietrza. Wyjdź więc na spacer, zbieraj kasztany, wsłuchuj się w dźwięki natury i oddychaj głęboko. Pozwól się uleczyć matce ziemi, ona wie jak się Tobą zaopiekować.

Wyjdź do ludzi


Pociągające chwile w zawiniętym w kokon kocu warto również zamienić na czas spędzony z przyjaciółmi. Zaproś dobrych znajomych lub rodzinę do siebie, odwiedź kogoś, kto może tego potrzebować. Chwile spędzane z bliskimi powodują, że czujemy się istotni, ważni, kochani. Tajemnicą filozofii życia najszczęśliwszego narodu świata czyli Duńczyków, są właśnie bliskie relacje i jesienne wieczory spędzane w gronie przyjaciół. Duński hygge to nie tylko świece, kominek i słodycze, ale przede wszystkim ludzie, z którymi spędzamy czas wolny. Może Ci się wydawać, że lepiej, by przyjaciele nie widzieli Cię w trudnych chwilach, gdy czujesz się i wyglądasz gorzej niż zwykle. Uśmiech bliskiej osoby i dotyk jej dłoni naprawdę może zmienić tę perspektywę.

Uśmiechnij się


Paradoksalnie, kiedy nie jest nam wcale do śmiechu, to właśnie śmiech pomoże sprawić, że poczujemy się lepiej. Śmiech w gronie przyjaciół, śmiech małego dziecka, a nawet komedia obejrzana na Twoim laptopie, mogą pomóc poczuć Ci się lepiej. Zapewniam, że w takich chwilach zabawny film będzie znacznie lepszym pomysłem aniżeli dramat, który mógłby być właśnie Twoim pierwszym wyborem. 

 

Słuchaj muzyki


Bardzo dobrze na Twoje samopoczucie wpłynie muzyka. Tylko uwaga, nie wybieraj smutnych utworów o rozstaniach, cierpieniu i trudach życia, bo one tylko pogłębią Twój stan.

  Tańcz


Dokonując wyboru muzycznego repertuaru weź pod uwagę to przy czym lubisz tańczyć. Taniec bowiem podnosi poziom hormonu szczęścia w organizmie. Nie musisz wychodzić do klubu, ale pokręć bioderkiem przed lustrem, poskacz na parkiecie w Twoim pokoju, a gwarantuje Ci, że poczujesz się lepiej.

Ćwicz


Nieważne czy z Chodakowską czy z Lewandowską, ważne żebyś się ruszał. Jeśli wolisz to po prostu posprzątaj mieszkanie. Skłony, przysiady i wymachy przy myciu podłogi oraz szyb, to podobnie jak taniec, potężna dawka endorfin dla Twojego organizmu. Nasi dziadkowie ubijali masło, prali na tarce, przygotowywali przetwory na zimę czyli nieustannie ruszali się. Profesor psychiatrii Kelly Lambert, stwierdziła, że obowiązki, które były chlebem powszednim w czasach naszych przodków, silnie wpływają na emocje. Zjawisko to nazwała uzależnioną od wysiłku nagrodą. Każdy wysiłek prowadzi do uczucia przyjemności i zadowolenia, a także trzyma w ryzach neurobiochemiczną równowagę w naszym mózgu.

Zdrowo i smacznie jedz


Duńska filozofia szczęścia jest ściśle związana z dietą obfitą w słodycze i mięso. Na pewno pyszny, tłusty posiłek jest w stanie poprawić nam humor w danym momencie, ale długotrwałe spełnianie kulinarnych zachcianek, jako lekarstwo na chandrę może prowadzić do cukrzycy lub otyłości. Dlatego przede wszystkim jedz to, czego potrzebuje Twój organizm. By to wiedzieć polecam cykliczne robienie badań krwi. Dzięki temu, podobnie jak ja, możesz dowiedzieć się, że Twoje zmęczenie i brak energii jest związane np. z niedoborem żelaza w Twoim organizmie. Mając taką wiedzę jesteś w stanie szybko poprawić Twój stan zdrowia między innymi dzięki diecie dopasowanej do Twoich potrzeb. To, co na pewno pomoże, a nie zaszkodzi to wyeliminowanie używek. Ogranicz więc ilość spożywanej kawy, herbaty, papierosów, a nawet czekolady. W zamian wzbogać dietę w produkty bogate w kwasy omega 3 i witaminę D, której brakuje nam wszystkim jesienią i zimą ( ryby, owoce morza, tran, orzechy, nasiona lnu). 

Wykąp się w zimnej wodzie


Zimna woda zdrowia doda - mówi znane porzekadło. W przypadku jesiennej chandry jest ono zdecydowanie prawdziwe.  Kąpiel w temperaturze 20 stopni Celcjusza, zwiększa poziom endorfin oraz noradrenaliny we krwi, a także przyspiesza uwalnianie noradrenaliny w mózgu. Przekłada się to na lepsze samopoczucie. Ważne, by nie kąpać się późnym wieczorem, bo taka kąpiel może spowodować kłopoty z zasypianiem.

Medytuj


Nie chodzi tutaj o żadną praktykę religijną, ale o uspokojenie swoich myśli. To właśnie strumień negatywnych myśli pojawiających się w głowie, jest częstym powodem spadku nastroju. Analizowanie błędów przeszłości, wracanie do wcześniejszych zdarzeń, obwinianie siebie, tylko pogarszają Twój stan. Wypieranie złych myśli również nie pomaga, bo to czemu stawiamy opór, napiera.  Zamiast tego wycisz się i poprzyglądaj się pojawiającym się myślom i uczuciom  niczym zewnętrzny obserwator. Podejdź do nich ze zrozumieniem i akceptacją. 

Inspiruj się


Jeżeli postanowiłeś zostać w domu, przykryty ciepłym kocem i z filiżanką gorącej herbaty, to wykorzystaj ten czas na inspirację. Przeczytaj jakąś motywującą do działania książkę np. biografię znanego sportowca lub wynalazcy, słuchaj na Youtubie mentorów i nauczycieli specjalizujących się w obszarze, który Cię pasjonuje. Czasem jedno proste zdanie może wzbudzić w Tobie energię do działania.

Pisz


Największe przeboje i najpiękniejsze wiersze powstawały w cierpieniu. Nawet ten blog rozpoczął się od momentów melancholii, którą przełożyłam na twórczą energię. Natomiast nie o tego typu pisanie mi chodzi. Prowadź dziennik, w którym będziesz przyłapywać się na pozytywnych myślach. Zbieraj je i zapisuj. Przed snem pisz o tym za co jesteś wdzięczny, co dobrego się wydarzyło danego dnia. Zwracaj uwagę nawet na drobne rzeczy. Zamiast dziennika możesz wykorzystać do tego słoik, co opisałam tutaj.

Dziel się dobrem


Właśnie w momentach, w których wcale nie masz na to ochoty bądź życzliwy dla innych. Twoje dobre słowo, miły gest, udzielona pomoc, może być tym, czego drugi człowiek potrzebuje najbardziej w danym momencie. Pamiętaj, że żyjąc w Europie Północnej, nie jesteś jedynym, który zmaga się z jesiennym spadkiem formy. Twoi znajomi i bliscy również mogą czuć się źle. Bezinteresowna pomoc, dobre uczynki, zainteresowanie i życzliwość podniosą nie tylko ich energię, ale i Twoją.


Jesienny spadek energii, smutek, przygnębienie nie muszą oznaczać depresji. Jest to dość naturalny stan o tej porze roku, który dotyka wielu ludzi. Jednak jeśli trwa on długo, powyżej dwóch tygodni, towarzyszą mu takie objawy jak niemożność przeżywania radości, niska ocena własnej wartości, a powyższe sposoby nie pomagają, to skonsultuj się ze specjalistą czyli lekarzem psychiatrą. O ile jesienna deprecha czy chandra nie muszą być groźne, o tyle depresja jest już chorobą, której nie warto bagatelizować. 

Julitta Dębska


piątek, 13 października 2017

Czy zaangażowanie może być złe?

 

Leonardo da Vinci twierdził, że łatwiej jest powiedzieć "nie" na początku niż na końcu. Podejrzewam, że jeśli dostrzegł niedoskonałości swoich projektów tuż po rozpoczęciu prac, to lądowały one w koszu. Trudniej zapewne było mu postąpić w ten sam sposób z projektami, w które włożył serce i mnóstwo czasu. 


Większość z nas, podobnie jak mistrz renesansowej sztuki, ma pragnienie bycia konsekwentnym i wyglądania na osobę konsekwentną w oczach innych ludzi. 
Kiedy dokonamy już wyboru, wygłosimy swoją opinię, zajmiemy się konkretnym działaniem, to zarówno wewnątrz nas jak i w naszym otoczeniu, uruchamia się silny nacisk na zachowania zgodne z tym, w co już się zaangażowaliśmy. Usprawiedliwiamy wtedy naszą wcześniejszą decyzję i poprawiamy własne samopoczucie poprzez przekonywanie się do jej słuszności. Mechanizm ten jest na ogól pożyteczny i pozwala nam skutecznie funkcjonować w większości napotkanych w życiu sytuacji.

Pozwala on również budować trwałe związki romantyczne. Problem pojawia się, gdy relacje te, nie są dla nas dobre. Im dłużej trwa znajomość, im więcej w nią zainwestowaliśmy czasu, emocji, pieniędzy, im bardziej chwaliliśmy partnera na początku, tym trudniej jest podjąć decyzję o rozstaniu, kiedy nie czujemy już satysfakcji ze związku.

Historia pewnej znajomości


Przykładem jest historia znajomości Kasi i Tomka. Kiedy się poznali Tomek nie miał pracy i próbował odbić się finansowo w kasynie. Sytuacja materialna sprawiła, że mężczyzna szybko wprowadził się do swojej partnerki. Według Kasi ich wspólne życie odbiegało od ideału. Tomasz znikał na całe noce oddając się w szpony hazardowego nałogu. W dodatku coraz więcej pił. Prowadziło to do nieustannych kłótni. Kasia pragnęła założyć rodzinę i zależało jej na małżeństwie. Od swojego konkubenta dowiedziała się, że on nigdy nie miał i nie będzie miał takich planów. Kiedy Tomek pewnego razu wrócił kompletnie pijany do domu oświadczając, że rzucił kolejną pracę, Kasia kazała mu się spakować. 

Po kilku miesiącach poznała nowego chłopaka, który troszczył się o nią, planował z nią wspólną przyszłość i w końcu się oświadczył. Nowy partner Kasi nie miał nałogów, miał tzw. porządną pracę i był w Kasi bardzo zakochany. Pewnego dnia do drzwi mieszkania dziewczyny zapukał jednak Tomasz. Zapewniał ją, że się zmienił. Znalazł pracę, nie chodzi już do kasyna, ma oszczędności i skończył z piciem. Powiedział też jej, że marzy o małżeństwie z nią i nie wyobraża sobie innej kobiety w roli matki jego dzieci. 

Katarzyna uległa. Zostawiła narzeczonego i wróciła do Tomka. Po kilku tygodniach wszystko zaczęło wracać do normy. Tomek znów stracił pracę, wracał pijany do domu, noce spędzał w kasynie. Oświadczył też Kasi, że z uwagi na trudną sytuację finansową nie jest to najlepszy moment na myślenie o małżeństwie i rodzinie. Do normy wróciło wszystko poza jedną rzeczą. Kasia nigdy nie czuła się tak dobrze w tej relacji jak wtedy. Konieczność dokonania wyboru między mężczyznami uświadomiła jej, że jest on na pierwszym miejscu w jej sercu. Mechanizm zaangażowania i konsekwencji sprawia bowiem, że lubimy się oszukiwać.

Czy Kasia była naprawdę szczęśliwa? Nie sądzę, ale łatwiejsze było dla niej szukanie argumentów na to, że nie popełniła błędu, aniżeli powtórne rozstanie z Tomaszem. Budowanie życia zgodnego z własnymi potrzebami i wartościami było by prostsze, gdyby Kasia powiedziała Tomkowi "nie" już na samym początku znajomości.

 Negatywny wpływ zaangażowania


W niektórych związkach już od samego początku coś jest nie tak. Widzimy sygnały świadczące o tym, że może być tylko gorzej. Mogą to być inne wizje przyszłego życia np. różnica zdań w sprawie posiadania dzieci. Może to być również zdrada na początku związku, nałóg partnera lub przemoc. Chodzi o wszystko, co sprawia, że czujemy, że nie chcemy tak żyć. Niestety bardzo często ignorujemy te sygnały i wchodzimy w niekomfortową dla nas sytuację głębiej. Zakładamy, że nasza druga połowa się zmieni, że nagle zacznie odczuwać potrzeby, których teraz nie ma. Usprawiedliwiamy niedopasowanie, różnice charakterów i toksyczne zachowania. Im dłużej trwa taka sytuacja, tym trudniej jest zakończyć relację.
Musimy zdawać sobie również sprawę z tego, że zaangażowanie i konsekwencja to silne narzędzie wpływu społecznego. Mogą z niego mniej lub bardziej świadomie korzystać nasi partnerzy do manipulacji nami.

Jak się bronić?


Badaniem tego mechanizmu zajmował się między innymi światowej sławy profesor psychologii społecznej, Robert Cialdini. W swojej książce Wywieranie wpływu na ludzi, zaproponował on sposoby na rozpoznanie i oparcie się niepożądanemu wpływowi dążenia do konsekwencji w naszym postępowaniu. Według profesora powinniśmy wsłuchiwać się w sygnały płynące z dwóch miejsc: z własnego żołądka i z głębi naszej duszy.

 Z głębi żołądka

Sygnały z żołądka ostrzegają, że przymuszani jesteśmy do tego, by w imię konsekwencji, zrobić coś, czego wcale nie chcemy robić. Żołądek nie jest jednak specjalnie subtelnym i wrażliwym organem i wysyła nam sygnały, gdy manipulacja jest już oczywista. Doskwiera nam, gdy czujemy, że to, co się dzieje jest dla nas złe. 

Z głębi duszy


Kasia, która postanowiła powrócić do Tomka uważa jednak, że ich relacja jest dla niej dobra. We własnym przekonaniu dokonała słusznego wyboru i konsekwentnie się go trzyma. Żołądek niczego jej więc nie podpowiada. Podejrzewam jednak, że jest taka część Kasi, która mówi jej, że coś jest nie tak. Tę część możemy nazwać duszą lub intuicją. To głos, który krzyczy jakby z naszego wnętrza,  z poziomu serca, by jak najszybciej się z tego wycofać. W głębi duszy Kasia wie, że powrót do Tomka był błędem, ale wewnętrzny głos jest zagłuszany przez wszystkie uzasadnienia, które sobie zbudowała.

Czy Kasia ma szansę usłyszeć głos jej duszy? Trudno stwierdzić. Jedno jest jednak pewne. Im dłużej będzie trwała w obecnej sytuacji, tym szanse na usłyszenie wewnętrznego głosu maleją, a wraz z nimi przeminą inne możliwości ułożenia sobie prze nią życia.

Kasia w tej sytuacji musi odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie: "Czy wiedząc wszystko to, co wiem teraz, dokonałabym tego samego wyboru, gdyby można było zawrócić czas?" Odpowiadając sobie na to pytanie warto wsłuchać się uważnie w pierwsze odczucie, które się pojawi w odpowiedzi na nie. Jest to odgłos z dna duszy. Wiarygodny sygnał, ale niestety bardzo krótkotrwały w zestawieniu z wszystkimi uzasadnieniami, które mogą go niemal natychmiast zagłuszyć.

Co zrobić? Jak się się bronić przed negatywnymi skutkami zaangażowania i konsekwencji? Ufaj swoim odczuciom. Wsłuchuj się w siebie. Zarówno w dźwięki Twojego żołądka jak i w dźwięki tego, co niektórzy nazywają duszą, inni intuicją lub wewnętrznym głosem. To najlepsi doradcy.


Julitta Dębska

Literatura: Robert B. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka

Popularne posty