piątek, 13 października 2017

Czy zaangażowanie może być złe?

 

Leonardo da Vinci twierdził, że łatwiej jest powiedzieć "nie" na początku niż na końcu. Podejrzewam, że jeśli dostrzegł niedoskonałości swoich projektów tuż po rozpoczęciu prac, to lądowały one w koszu. Trudniej zapewne było mu postąpić w ten sam sposób z projektami, w które włożył serce i mnóstwo czasu. 


Większość z nas, podobnie jak mistrz renesansowej sztuki, ma pragnienie bycia konsekwentnym i wyglądania na osobę konsekwentną w oczach innych ludzi. 
Kiedy dokonamy już wyboru, wygłosimy swoją opinię, zajmiemy się konkretnym działaniem, to zarówno wewnątrz nas jak i w naszym otoczeniu, uruchamia się silny nacisk na zachowania zgodne z tym, w co już się zaangażowaliśmy. Usprawiedliwiamy wtedy naszą wcześniejszą decyzję i poprawiamy własne samopoczucie poprzez przekonywanie się do jej słuszności. Mechanizm ten jest na ogól pożyteczny i pozwala nam skutecznie funkcjonować w większości napotkanych w życiu sytuacji.

Pozwala on również budować trwałe związki romantyczne. Problem pojawia się, gdy relacje te, nie są dla nas dobre. Im dłużej trwa znajomość, im więcej w nią zainwestowaliśmy czasu, emocji, pieniędzy, im bardziej chwaliliśmy partnera na początku, tym trudniej jest podjąć decyzję o rozstaniu, kiedy nie czujemy już satysfakcji ze związku.

Historia pewnej znajomości


Przykładem jest historia znajomości Kasi i Tomka. Kiedy się poznali Tomek nie miał pracy i próbował odbić się finansowo w kasynie. Sytuacja materialna sprawiła, że mężczyzna szybko wprowadził się do swojej partnerki. Według Kasi ich wspólne życie odbiegało od ideału. Tomasz znikał na całe noce oddając się w szpony hazardowego nałogu. W dodatku coraz więcej pił. Prowadziło to do nieustannych kłótni. Kasia pragnęła założyć rodzinę i zależało jej na małżeństwie. Od swojego konkubenta dowiedziała się, że on nigdy nie miał i nie będzie miał takich planów. Kiedy Tomek pewnego razu wrócił kompletnie pijany do domu oświadczając, że rzucił kolejną pracę, Kasia kazała mu się spakować. 

Po kilku miesiącach poznała nowego chłopaka, który troszczył się o nią, planował z nią wspólną przyszłość i w końcu się oświadczył. Nowy partner Kasi nie miał nałogów, miał tzw. porządną pracę i był w Kasi bardzo zakochany. Pewnego dnia do drzwi mieszkania dziewczyny zapukał jednak Tomasz. Zapewniał ją, że się zmienił. Znalazł pracę, nie chodzi już do kasyna, ma oszczędności i skończył z piciem. Powiedział też jej, że marzy o małżeństwie z nią i nie wyobraża sobie innej kobiety w roli matki jego dzieci. 

Katarzyna uległa. Zostawiła narzeczonego i wróciła do Tomka. Po kilku tygodniach wszystko zaczęło wracać do normy. Tomek znów stracił pracę, wracał pijany do domu, noce spędzał w kasynie. Oświadczył też Kasi, że z uwagi na trudną sytuację finansową nie jest to najlepszy moment na myślenie o małżeństwie i rodzinie. Do normy wróciło wszystko poza jedną rzeczą. Kasia nigdy nie czuła się tak dobrze w tej relacji jak wtedy. Konieczność dokonania wyboru między mężczyznami uświadomiła jej, że jest on na pierwszym miejscu w jej sercu. Mechanizm zaangażowania i konsekwencji sprawia bowiem, że lubimy się oszukiwać.

Czy Kasia była naprawdę szczęśliwa? Nie sądzę, ale łatwiejsze było dla niej szukanie argumentów na to, że nie popełniła błędu, aniżeli powtórne rozstanie z Tomaszem. Budowanie życia zgodnego z własnymi potrzebami i wartościami było by prostsze, gdyby Kasia powiedziała Tomkowi "nie" już na samym początku znajomości.

 Negatywny wpływ zaangażowania


W niektórych związkach już od samego początku coś jest nie tak. Widzimy sygnały świadczące o tym, że może być tylko gorzej. Mogą to być inne wizje przyszłego życia np. różnica zdań w sprawie posiadania dzieci. Może to być również zdrada na początku związku, nałóg partnera lub przemoc. Chodzi o wszystko, co sprawia, że czujemy, że nie chcemy tak żyć. Niestety bardzo często ignorujemy te sygnały i wchodzimy w niekomfortową dla nas sytuację głębiej. Zakładamy, że nasza druga połowa się zmieni, że nagle zacznie odczuwać potrzeby, których teraz nie ma. Usprawiedliwiamy niedopasowanie, różnice charakterów i toksyczne zachowania. Im dłużej trwa taka sytuacja, tym trudniej jest zakończyć relację.
Musimy zdawać sobie również sprawę z tego, że zaangażowanie i konsekwencja to silne narzędzie wpływu społecznego. Mogą z niego mniej lub bardziej świadomie korzystać nasi partnerzy do manipulacji nami.

Jak się bronić?


Badaniem tego mechanizmu zajmował się między innymi światowej sławy profesor psychologii społecznej, Robert Cialdini. W swojej książce Wywieranie wpływu na ludzi, zaproponował on sposoby na rozpoznanie i oparcie się niepożądanemu wpływowi dążenia do konsekwencji w naszym postępowaniu. Według profesora powinniśmy wsłuchiwać się w sygnały płynące z dwóch miejsc: z własnego żołądka i z głębi naszej duszy.

 Z głębi żołądka

Sygnały z żołądka ostrzegają, że przymuszani jesteśmy do tego, by w imię konsekwencji, zrobić coś, czego wcale nie chcemy robić. Żołądek nie jest jednak specjalnie subtelnym i wrażliwym organem i wysyła nam sygnały, gdy manipulacja jest już oczywista. Doskwiera nam, gdy czujemy, że to, co się dzieje jest dla nas złe. 

Z głębi duszy


Kasia, która postanowiła powrócić do Tomka uważa jednak, że ich relacja jest dla niej dobra. We własnym przekonaniu dokonała słusznego wyboru i konsekwentnie się go trzyma. Żołądek niczego jej więc nie podpowiada. Podejrzewam jednak, że jest taka część Kasi, która mówi jej, że coś jest nie tak. Tę część możemy nazwać duszą lub intuicją. To głos, który krzyczy jakby z naszego wnętrza,  z poziomu serca, by jak najszybciej się z tego wycofać. W głębi duszy Kasia wie, że powrót do Tomka był błędem, ale wewnętrzny głos jest zagłuszany przez wszystkie uzasadnienia, które sobie zbudowała.

Czy Kasia ma szansę usłyszeć głos jej duszy? Trudno stwierdzić. Jedno jest jednak pewne. Im dłużej będzie trwała w obecnej sytuacji, tym szanse na usłyszenie wewnętrznego głosu maleją, a wraz z nimi przeminą inne możliwości ułożenia sobie prze nią życia.

Kasia w tej sytuacji musi odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie: "Czy wiedząc wszystko to, co wiem teraz, dokonałabym tego samego wyboru, gdyby można było zawrócić czas?" Odpowiadając sobie na to pytanie warto wsłuchać się uważnie w pierwsze odczucie, które się pojawi w odpowiedzi na nie. Jest to odgłos z dna duszy. Wiarygodny sygnał, ale niestety bardzo krótkotrwały w zestawieniu z wszystkimi uzasadnieniami, które mogą go niemal natychmiast zagłuszyć.

Co zrobić? Jak się się bronić przed negatywnymi skutkami zaangażowania i konsekwencji? Ufaj swoim odczuciom. Wsłuchuj się w siebie. Zarówno w dźwięki Twojego żołądka jak i w dźwięki tego, co niektórzy nazywają duszą, inni intuicją lub wewnętrznym głosem. To najlepsi doradcy.


Julitta Dębska

Literatura: Robert B. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka

niedziela, 8 października 2017

Bliskie związki a paradoks wyboru




Wyobraź sobie, że wchodzisz do sklepu spożywczego chcąc kupić czekoladę. Na półkach widzisz setki różnych czekolad z całego świata. Czarne, mleczne, białe, z migdałami, z orzechami, z żelkami, szwajcarskie, meksykańskie. Czego dusza i podniebienie zapragnie. Z całego dostępnego asortymentu masz wybrać tylko jedną. Co czujesz?

Domyślam się, że może to być delikatna frustracja, rozczarowanie, a nawet stres. Zamiast zadowolenia z możliwości kupna czegoś pysznego w naszym umyśle pojawia się szereg wątpliwości. Która z nich będzie najlepsza? Co jeśli nie okaże się tak dobra jak sądziłem? A to tylko czekolada!

Podobne dylematy przeżywamy jako konsumenci, odbiorcy usług i informacji każdego dnia. Mając zbyt duży wybór dostępnych na rynku produktów, mamy problem z podjęciem decyzji. Zbyt wiele możliwości powoduje pojawienie się hormonu stresu w naszych organizmach, wydłuża podejmowanie decyzji, przesuwa je w czasie. W przypadku ważnych tematów, jak np. wybór ubezpieczenia na życie, zbyt wiele opcji może skutkować brakiem jakiejkolwiek decyzji. Zjawisko to nazywane jest paradoksem wyboru.

Skoro stres i problem z podjęciem decyzji może pojawić się w sklepie spożywczym lub podczas zakupu nowego telewizora, to wyobraźmy sobie, co zadziało by się gdyby na półkach sklepowych zamiast czekolady lub elektroniki pojawili się nasi potencjalni partnerzy, spośród  których mielibyśmy wybrać tego jedynego. Trudna decyzja prawda? W istocie tak to właśnie wygląda. Może nie mamy sklepów wielkopowierzchniowych, w których możemy wybrać sobie partnera, ale nasze możliwości wyboru są naprawdę olbrzymie. Jesteśmy mobilni, nie musimy ograniczać się do swojej wsi, miasteczka, miasta czy kraju. Mamy dostęp do internetu i możemy przez to medium poznawać dziesiątki osób dziennie. Nie musimy się ograniczać tak jak nasi dziadkowie czy pradziadkowie do osób z najbliższej okolicy. Mimo korzyści, które to za sobą niesie, coraz trudniej jest się zdecydować na związek z konkretną osobą. Decyzje są przesuwane w czasie, a kolejni kandydaci odrzucani - no bo przecież zawsze może pojawić się ktoś lepszy. To nie są wcale łatwe czasy na bliskich związków.

Co robić kiedy czujesz w sobie strach, a Twój mózg zalewa kortyzol?


1. Po pierwsze, pogódź się z tym, że na początku nie możesz mieć pewności czy to ta jedyna lub czy to ten jedyny. Nie dostaniesz znaku w postaci gromu z jasnego nieba. Musicie się poznać, spędzać ze sobą czas, rozmawiać, zadawać sobie pytania. Niepewność potraktuj jako coś naturalnego, ale ekscytującego zarazem. To ona sprawia, że początki związku są tak ekscytujące.

 2. Nikt nie zaspokoi wszystkich Twoich potrzeb. Jedynie Ty sam możesz to zrobić. Obecnie mamy naprawdę nierealistyczne wymagania wobec naszych partnerów. Mają być naszymi przyjaciółmi, kochankami, zastąpić nam to, czego nie dali nam nasi rodzice, dzielić z nami pasje, być naszą opoką, zabawiać nas, zbawiać, spełniać nasze potrzeby. To olbrzymia presja, której nikt nie podoła. Kiedy partner nie spełnia wszystkich punktów z naszej "checklisty", pojawiają się wątpliwości i mnóstwo możliwości wymiany go na lepszy model. Pamiętajmy, że w każdym związku będą jakieś wyzwania. Decyzja tak naprawdę polega na tym, z jakim zestawem wyzwań chcemy się zmierzyć.

3. Miłość jest decyzją. Najpierw decydujemy z kim chcemy się umawiać, z kim chcemy być w związku na wyłączność,budować intymność. Następnie decydujemy o tym z kim chcemy współtworzyć historię swojego życia. Wybieramy konkretną osobę z całym jej "bagienkiem", z wszelkimi problemami i cieniami. Nie chcąc jej zmieniać ani nie zakochując się w jej potencjale.  I oczywiście na naszej drodze pojawią się inne atrakcyjne, ciekawe osoby, ale decydując się kochać konkretną osobę, decydujemy o tym, że nasz troskliwy wzrok będzie podążał właśnie w jej kierunku. 

Julitta Dębska

Profesor Barry Schwartz - TedEx Paradoks Wyboru

niedziela, 1 października 2017

Czy bycie w związku wpływa korzystnie na samoocenę?



Jak sądzisz, czy istnieje zależność między byciem w relacji romantycznej, a poziomem samooceny? To zależy - częsta odpowiedź w przypadku tematów związanych z psychologią, jest adekwatna również w tym wypadku. Jak wynika z najnowszych badań, wszystko zależy od tego,  o jakim związku mówimy.

Badania korelacji między statusem związku a samooceną podjęli się Eve Luciano i Ulrich Orth z Uniwersytetu w Bernie. Wyniki eksperymentu przeprowadzonego na 9 tysiącach młodych Niemców, zostały opublikowane w lutym 2017 r. w Journal of  Personality and Social Psychology.
 
Uczestnicy badania mieli średnio 17, 27, 37 lat w momencie jego rozpoczęcia. Ich samoocenę, status związku i jakość związku (jeśli w takowym byli) mierzono czterokrotnie podczas całego badania.  Po raz pierwszy przy przystąpieniu do eksperymentu i następnie przez 3 lata na koniec każdego roku. Badacze wyodrębnili różne grupy biorąc pod uwagę  wiek uczestników, ich wykształcenie, płeć i osobowość, by upewnić się, że czynnikiem mającym istotny wpływ na wyniki jest status ich związku.
Samoocena była mierzona za  pomocą trzech stwierdzeń, które mieli do wyboru uczestnicy: " Lubię siebie takiego jakim jestem", "W zasadzie jestem z siebie zadowolony" i "Czasami czuję się bezwartościowy". 

Oto jak przedstawiają się wyniki badania.

Czy kiedy rozpoczynamy nowy związek nasza samoocena wzrasta?


Osoby, które były w związkach krótszych niż rok nie odczuły wzrostu swojej samooceny w porównaniu do osób, które były singlami. Co więcej, po rozstaniu z partnerem ich samoocena nawet spadła i była niższa od samooceny singli. Natomiast  u osób, które wytrwały w związkach dłużej niż rok, odnotowano wzrost samooceny. 

Czy warto przejść do kolejnego etapu i wziąć ślub?


Te wyniki mogą niektórych zaskoczyć. Mianowicie, nie odnotowano żadnej różnicy w samoocenie u osób, które żyły w związkach sformalizowanych i niesformalizowanych. 

Czy osoby z wysoką samooceną chętniej wchodzą w nowe związki?


W badaniu nie wykazano różnicy między poziomem samooceny, a chęcią do rozpoczęcia związku. Dostrzeżono jednak wpływ samooceny na trwałość relacji. W krótkoterminowe związki wchodzili zarówno uczestnicy z wysoką, jak i z niską samooceną. Natomiast znacznie częściej, wysoką samooceną na początku badania, charakteryzowały się osoby, których związki były dłuższe i przetrwały minimum rok.

Osoby z niską samooceną częściej zawierają relacje, które szybko się rozpadają, a po zerwaniu ich samoocena spada jeszcze bardziej.

Czy jakość związku ma znaczenie?


Dobrymi jakościowo związkami zostały nazwane w badaniu relacje, w których partnerzy odczuwają satysfakcję z bycia razem, są sobie oddani, wierni, są zaangażowani i mają niewiele konfliktów. U osób, które rozpoczynały "dobry jakościowo związek" znacznie częściej odnotowano wzrost samooceny w porównaniu z uczestnikami, których związki nie były tak satysfakcjonujące.

Wyniki badania wykazały też, że osoby z wysoką samooceną budowały lepsze jakościowo związki od osób, które miały tę samoocenę niższą.

Wnioski


Podsumowując, zawarcie związku wpływa korzystnie na samoocenę, jeśli jest on dobry jakościowo i jeśli trwa dłużej niż rok. Według badaczy wpływ na wzrost samooceny u osób będących w relacjach romantycznych ma kilka czynników. Po pierwsze, potrzeba bycia w bliskiej relacji osób będących w związkach jest zrealizowana. Po drugie, związek romantyczny jest nową rolą społeczną, która może spowodować zmiany w osobowości, w tym wzrost samooceny. Po trzecie, znalezienie partnera może być jednym z celów życiowych. Realizując go jesteśmy bliżsi tzw. lepszej wersji siebie. 

Badacze w swoich wnioskach nie wzięli pod uwagę jednego ważnego czynnika wpływającego na wzrost samooceny osób będących w związkach. Okazał się on istotny w badaniach Belli Depaulo (Singlism). Chodzi o ocenę społeczną, która jest znacznie surowsza w przypadku singli. Badania Depaulo wykazały, że status związku koreluje ze statusem społecznym. Ci, którzy są w relacjach romantycznych są za to doceniani i nagradzani. Społeczeństwo znacznie lepiej odbiera osoby, które były w romantycznych związkach i z różnych powodów je zakończyły, od tych, które nie mają za sobą takich doświadczeń.

Na samoocenę ma więc wpływ przede wszystkim jakość relacji. Jeśli jesteśmy w dobrym dla nas związku, samoocena wzrasta. Jednocześnie znacznie większą szansę na bycie w dobrym związku mają osoby, które rozpoczynają go mając zdrową, wysoką samoocenę. Po raz kolejny więc badania potwierdzają znaną nam prawdę, że pracę nad związkiem warto zacząć od pracy nad sobą, bo za słowami Nathaniela Brandena, autora "6 filarów poczucia własnej wartości": "Nie ma większej przeszkody dla szczęścia, niż lęk, że nie zasługuję na miłość i że moim przeznaczeniem jest to, iż zostanę zraniony. Takie obawy rodzą samospełniającą się przepowiednię". 

Julitta Dębska

źródła:
Luciano, E. C., & Orth, U. (2017). Transitions in romantic relationships and development of self-esteem. Journal of Personality and Social Psychology, 112, 307-328.

niedziela, 17 września 2017

Czy jestem ofiarą przemocy emocjonalnej w związku?

 

Przemoc emocjonalna bywa zupełnie niezauważalna dla otoczenia, a jej ofiara nie jest pewna, co się z nią tak naprawdę dzieje. Sprawcami są bowiem często uroczy, eleganccy, ale pozbawieni empatii i sumienia partnerzy o osobowościach narcystycznych. Partnerami narcyzów są zazwyczaj osoby bardzo empatyczne, wrażliwe, które mogą mieć skłonność do usprawiedliwiania partnera i szukania winy w sobie. Narcyz wykorzystuje to pociągając za odpowiednie sznurki. Im lepiej zna ofiarę, tym lepiej wie, co ją zaboli. Ta świadomość pozwala mu na manipulację i kontrolę.


Jeśli masz podejrzenie, że to, co się dzieje w Twojej relacji jest przemocą emocjonalną zapoznaj się z poniższymi pięcioma znakami, które pomogą Ci zweryfikować czy tak jest.


1. Dyplom z manipulacji


Partner stosujący przemoc psychiczną będzie kłamał bez zająknięcia, wymyślał kolejne historie, mówił sprzeczne rzeczy. Przyłapany na nieścisłości zbagatelizuje temat sprawnie przechodząc do kolejnego. Ewentualnie zaprzeczy temu, że kiedykolwiek coś takiego powiedział lub wmówi Ci, że źle go zrozumiałeś. Ty natomiast będziesz zastanawiać się, co się tak naprawdę wydarzyło i czy sam nie zwariowałeś. Jeśli Twój partner nie chce poruszać tematów istotnych dla Ciebie lub je bagatelizuje, to zdecydowanie powinna zaświecić Ci się czerwona lampka.

2. Język


Stosujący ukrytą przemoc partner będzie chciał ściągnąć Cię w dół wpływając negatywnie na Twoje poczucie własnej wartości. Możesz spodziewać się przemocy słownej skierowanej do Ciebie  bezpośrednio lub pośrednio. Albo wprost powie Ci o tym, że jesteś głupi, albo przekaże Ci tę informację w sposób zawoalowany stwierdzając np. że nie sądził, że w tych czasach ktoś może nie wiedzieć czym jest Big Data.
Oczywiście nie przyzna się on do tego, że Cię rani czy obraża. Powie Ci w zamian, że jesteś zbyt wrażliwy i emocjonalny. Prawdopodobnie usłyszysz również z jego ust: spójrz do czego mnie doprowadziłeś. Nie powinno Cię zaskoczyć również to, że po takim zdarzeniu dostaniesz od niego prezent, który zbije Cię z tropu i każe Ci myśleć, że troszczy się o Twoje potrzeby. Sprawca zadba również o dobre pozory wśród rodziny i przyjaciół. Tobie nie powie komplementu, miłego słowa, ale innym będzie opowiadał o Twoich dobrych stronach i o tym, jak wspaniałym człowiekiem jesteś. Wszystko po to, by otoczenie uważało go za dbającego o Waszą relację, wspierającego i zapatrzonego w Ciebie partnera.

3. Kontrola


Poważnym symptomem przemocy psychicznej jest nieustanna kontrola. Kontroler chce wiedzieć wszystko i mieć na wszystko wpływ. Ważne dla niego będą zarówno sprawy takie jak stan Twojego konta, Twoje wydatki, miejsca, w których spędzasz czas wolny, jak i kolor ręcznika w Twojej łazience. Jeśli kolor nie będzie się zgadzał z jego oczekiwaniami możesz spodziewać się ataku.

4. Brak szacunku dla Twoich granic


Przerywanie rozmów, nie zwracanie uwagi na Twoje plany czy sprawdzanie wiadomości tekstowych oraz maili to zachowania, których możesz spodziewać się będąc w relacji z osobą, która stosuje przemoc psychiczną. Oczywiście  będzie ona potrafiła uzasadnić to czemu granice zostały przekroczone. Dla przykładu Twój pamiętnik leżał otwarty na środku stołu, więc po prostu go przeczytał.


5. Syndrom ofiary


Jeśli Twój partner stawia się zawsze w roli ofiary, to kolejny ważny sygnał, że coś jest nie tak. Jego ex najprawdopodobniej jest psychicznie niezrównoważona, a rodzice nie doceniali go dostatecznie w dzieciństwie. Za swoją sytuację będzie winił wszystkich dookoła, rząd, firmę, szefa, sąsiadów. Kolejnym etapem jest obwinianie za wszystko Ciebie. Skrzywdzony będzie szukał współczucia. Oczekiwał będzie Twojej opieki. Wszystko po to, by zwrócić na siebie uwagę. Nigdy też nie usłyszysz od takiej osoby słowa przepraszam, ponieważ nie widzi ona winy w sobie. Jeśli przeprosiny się pojawią, to po to, by Cię zmanipulować i byś po raz kolejny stracił rozeznanie w tym, co się dzieje, przebaczył mu i pozwolił na powrót do dobrze znanego schematu.

Niewidoczna przemoc


Przemoc emocjonalna jest zwłaszcza na początku trudna do zidentyfikowania nawet przez samą ofiarę. Narcyzi wybierają sobie na partnerów osoby, które mają cechy, jakich im brakuje, wrażliwość, współczucie, empatia. Takie osoby próbują postawić się w sytuacji partnera, uzasadnić jego zachowanie i zastanawiają się nad tym, co same robią źle. Zachowania, które opisałam jako przemoc emocjonalną zdarzają się również większość z nas w naszych codziennych relacjach z rodziną, przyjaciółmi, współpracownikami czy partnerami. Przemoc to jednak okazywanie takich zachowań w sposób ciągły. 

Większość ofiar to kobiety, natomiast statystyki mogą być zaburzone, ponieważ mężczyznom wciąż trudno jest przyznać się do bycia ofiarą przemocy w związku. Bez względu na płeć, sytuacja, w której dochodzi do przemocy, jest przypadkiem, w jakim nie rekomenduję pracy nad związkiem, a zadbanie ofiary przede wszystkim o siebie. Po latach funkcjonowania w takim układzie ofiary są często skrajne wyczerpane, pełne lęków, obaw, cierpią na depresję i ciężko jest im funkcjonować w społeczeństwie. W takich trudnych sytuacjach warto skierować się do specjalistów, nie wstydzić się pomocy psychologa czy psychiatry, zapewnić sobie pomoc policji i pomoc prawną. Identyfikując toksycznego narcyza na początku relacji warto zgłosić się do coacha lub psychologa, który pomoże podjąć decyzję o zmianie. Najzdrowszą decyzją jest w takich wypadkach odcięcie się od sprawcy. Próby zmiany narcyza lub partnera socjopaty są bezskuteczne, ponieważ takie osoby podejmując pracę nad związkiem najczęściej zakładają po prostu którąś ze swoich masek chcąc przechytrzyć partnera i specjalistów.

Życzę Wam dużo odwagi siły!

Julitta Dębska

niedziela, 10 września 2017

On nie jest tym, za kogo się podawał?

 

 

Miało być tak pięknie. Znów myślałaś, że to ten. Na początku pasowało Ci w nim dosłownie wszystko, a on spóźnia się i nie dotrzymuje zobowiązań podobnie jak Twój były. Poznałeś kobietę idealną, ale po kilku tygodniach raj stał się koszmarem?

Najprawdopodobniej przydarzyło Ci się to samo, co Ance, którą nowy pracownik oszukał podczas procesu rekrutacji. Zaprezentował się zupełnie inaczej, a teraz Anka ma z nim same problemy i wszystkiego musi go uczyć od nowa.

Przyjrzyjmy się trochę innemu przykładowi. Poznałaś na imprezie u znajomych niezwykle uroczego mężczyznę. Tomasz jest przystojny, szarmancki, ma ciekawe poczucie humoru. Od razu poczułaś do niego sympatię. Organizujesz właśnie zbiórkę pieniędzy na rzecz ochrony gatunków zagrożonych wyginięciem. Zastanawiając się nad osobami, które mogłyby Cię wesprzeć w akcji pomyślałaś o Tomku. Taka niezwykła osoba jak on na pewno chciałaby wziąć udział w szlachetnej inicjatywie i może nawet wybierze się z Tobą na protest przeciwko wycince drzew w Puszczy Białowieskiej. Skąd jednak wiesz, że Twój nowy znajomy jest hojnym człowiekiem, który wesprze finansowo Twoją akcję? Co wiesz o jego zaangażowaniu w ekologię? Jaką masz pewność, że ochrona środowiska ma dla niego jakiekolwiek znaczenie? Jedyne, co zdążyłaś zauważyć to przyjemne usposobienie Tomasza i to, że dobrze czujesz się w jego towarzystwie. Polubiłaś Tomka tak samo jak lubisz osoby zaangażowane w ochronę przyrody. To skojarzenie sprawiło, że sądzisz, że Tomasz jest jedną z takich osób. 

To, co się właśnie stało, to "efekt halo" czyli błąd poznawczy,  który polega na skłonności do lubienia lub nielubienia wszystkich aspektów danej osoby, także tych, których nawet nie zauważamy.

Efekt halo podczas rekrutacji


Na możliwość wystąpienia efektu halo powinni zwrócić uwagę rekruterzy i menedżerowie chcący pozyskać nową osobę do zespołu. Kilka elokwentnych zdań wypowiedzianych przez kandydata może sprawić, że przypiszemy mu cechy, których nie sprawdziliśmy i nie mieliśmy szans zauważyć. Nasz kandydat zyska nagle nowe atrybuty,  takie jak przedsiębiorczość, zaradność czy sumienność. Właśnie to przydarzyło się Ance, którą opisałam na początku artykułu. Pracownik zrobił na niej tak dobre wrażenie, że zapomniała dopytać go o to, jakie ma doświadczenie w obsłudze klienta. Skoro był taki ambitny, to praca z klientem na pewno przyjdzie mu bez problemu. To, że okazało się, że nie lubi ludzi i reaguje na klientów agresywnie stanowi jednak spory problem.

Efekt halo na pierwszej randce


Efekt halo to zjawisko, które często towarzyszy pierwszym randkom. Nowo poznana osoba ma dobrą pracę, ciekawe pomysły, jest ambitna. To cechy, które lubimy. Załóżmy, że lubimy też osoby tolerancyjne, otwarte na świat i kochające podróże. Zakładamy więc, że ambitny, pracowity partner ma podobnie jak my pociąg do podróży i jest tolerancyjny. Niejednokrotnie idąc tym tropem można się poważnie pomylić. I wtedy po pół roku związku dowiadujemy się, że nie ma mowy o wspólnych wakacjach w tropikach.

Co mogę z tym zrobić?


'Halo' zwany inaczej 'efektem aureoli' może nas zgubić, dlatego poznawajmy naszych partnerów, a nie żyjmy wyobrażeniami o nich. Rekruter chcąc sprawdzić kompetencje kandydata może dać mu zadania do wykonania, testy osobowości i predyspozycji, zadać pytania o przykłady sytuacji, w których potencjalny przyszły pracownik miał szansę wykorzystać kompetencje, które są szczególnie istotne z perspektywy stanowiska, na jakie się ubiega. Poznając kandydata na przyszłego partnera również rozmawiaj, pytaj, obserwuj zachowania i wyciągaj wnioski. Nie twórz fikcyjnej postaci, bo później ciężko jej będzie sprostać Twoim oczekiwaniom. Trochę pomocnych pytań, które pozwolą się Wam lepiej poznać znajdziesz tutaj (pytania, które warto sobie zadać).

Ciebie też oceniają


Pamiętajmy też, że i nasi rozmówcy, osoby, które poznajemy ulegają efektowi halo. Dlatego ważne jest to, co o sobie mówimy i jak się kreujemy. Często chcemy zacząć od zaprezentowania tych najtrudniejszych naszym zdaniem cech, bo "jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza". Jednak jeśli dobrze się nie znacie, to tak niestety nie zadziała. Wyolbrzymisz swoją zaborczość, bałaganiarstwo czy lenistwo, najprawdopodobniej absztyfikant ucieknie, gdzie pieprz rośnie.

Spójrz jak to działa. Masz do wyboru dwa profile osób, z których wybierasz pracownika do swojego zespołu.

Pierwszy z nich ma następujące cechy:

Samodzielność, zaradność, rzetelność, ambicja, wypalenie, brak zaangażowania, autorytarność.

Druga osoba charakteryzuje się następującym zestawem cech:

Wypalenie, brak zaangażowania, autorytarność, samodzielność, zaradność, rzetelność.

Na którego pracownika byś się zdecydował? Oczywiście zestaw cech jest identyczny. Kandydaci mają takie same profile. Jednak przedstawienie najpierw cech, które kojarzą nam się pozytywnie, w przypadku pierwszego kandydata, spowodowało zapewne, że pomyślałeś o nim dobrze. Ewentualnie mogła się pojawić myśl, że taki dobry kandydat nie może być raczej autorytarny. Widząc profil drugiej osoby, pewnie z góry ją odrzuciłeś.

Obie sylwetki są prawdziwe. Nie ma tutaj żadnego fałszerstwa, a jednak efekt halo mógł zadziałać i zbudować Twoją opinię o kandydatach.

Nie namawiam więc do udawania kogoś, kim nie jesteście, ale do szukania odpowiednich proporcji w komunikatach, jakie dajecie światu na swój temat, bo ten świat, potencjalny partner czy pracodawca może nie dać Wam zwyczajnie drugiej szansy.

Julitta Dębska

niedziela, 14 maja 2017

Zasada niedostępności




Jeśli chcesz rozwijać Twoje relacje biznesowe i prywatne warto, byś znał podstawowe zasady psychologii wywierania wpływu. Nie chodzi o to, abyś manipulował innymi ludźmi, ale byś taką manipulację potrafił rozpoznać i umiał się przed nią obronić. Większość reguł związanych z wywieraniem wpływu działa w sposób naturalny i ulegamy im każdego dnia. Co więcej, pozwalają nam one bezpiecznie funkcjonować w społeczeństwie właśnie dlatego, że im ulegamy. Bywa jednak, że ktoś chce te zasady nadużyć, a wtedy warto być świadomym tego, co się dzieje. Warto również umieć rozpoznać sytuacje, w których takie zasady działają i umieć mądrze wykorzystać je na swoją korzyść (nie naruszając oczywiście przy tym granic innych osób).

Zacznijmy od reguły niedostępności. Bardzo kojarzy się ona ze związkami damsko-męskimi, ale jest szeroko wykorzystywana w biznesie. W dużym skrócie chodzi o to, że wszyscy lubimy gonić króliczka i dopóki on ucieka jest dla nas pociągający, a jego wartość w naszych oczach wzrasta. 

Mimo tego, że znam tę zasadę, jestem świadoma jej działania, to sama ostatnio jej uległam. Wybierając kierunek wakacyjny nie mogłam się zdecydować i dopiero, gdy zobaczyłam na stronie internetowej komunikat o tym, że zostały ostatnie miejsca, natychmiast się zdecydowałam. Kiedy trafiamy na ograniczoną w czasie lub ilościowo okazję, nabieramy ochoty na coś, co samo w sobie wcale nas nie pociąga. Może z perspektywy czasu wybrałabym inny kierunek. Ty może nie kupiłbyś torby, która Ci się nie podoba, ale została wystawiona w niezwykle atrakcyjnej cenie w promocji ograniczonej czasowo. 

Regułę tą być może zastosowana w Twoim przypadku, kiedy szukałeś jakiejś nieruchomości np. na wynajem lub chciałeś kupić mieszkanie. Możliwe, że usłyszałeś  od agenta nieruchomości, że to jest jedyne mieszkanie na tym osiedlu spełniające wymagane przez Ciebie parametry. Całkiem prawdopodobne, że agent tak zorganizował wizyty na terenie nieruchomości, by potencjalni nabywcy spotkali się i widzieli, że tym drugim bardzo zależy i właściwie już się zdecydowali. Wartość takiej nieruchomości w naszych oczach wtedy rośnie. Na drugi plan schodzi głośny pociąg pod oknem, krzywe ściany czy nieprzyjemny sąsiad. 

Bywa też, że zainteresujemy się w sklepie sprzętem, który okazuje się być niedostępny w magazynie. Nagle sprzedawca odnajduje na zapleczu ostatni egzemplarz i pyta czy jesteśmy na niego zdecydowani. Bez większego namysłu decydujemy się na sprzęt, który być może nie spełniał wszystkich naszych potrzeb. Możliwa utrata czegoś jest jednak bardzo mocnym narzędziem motywacyjnym. 

W codziennej komunikacji zaś widać tę przewagę osoby dzwoniącej do nas podczas spotkania nawet z niezwykle interesującą osobą. Trudno jest się oprzeć temu, by nie odebrać telefonu, ponieważ możemy raz na zawsze utracić informację, którą ktoś chciał nam przekazać.

W tych wszystkich sytuacjach działa reguła niedostępności. Jeszcze raz to podsumuję. Polega ona na przypisywaniu większej wartości tym możliwościom, które stają się dla ludzi niedostępne. Posługiwanie się tą regułą w celach osiągnięcia zysku widoczne jest w takich technikach sprzedaży, jak ograniczona liczba egzemplarzy czy nieprzekraczalny termin sprzedaży, w którym sprzedawcy usiłują nas przekonać, że dostęp do jakichś artykułów jest ilościowo lub czasowo ograniczony. 

Jak się bronić wiedząc to wszystko?


Niestety jest to bardzo trudne. Naciskowi wynikającemu z niedostępności trudno jest przeciwstawić się siłami samego rozumu. Emocje, które wtedy powstają utrudniają nam myślenie. To, co możemy zrobić, to przyglądać się fali przypływu emocji. Jest ona dla nas sygnałem, że należy nieco ochłonąć i odpowiedzieć na pytanie, po co tak naprawdę chcemy mieć to trudno dostępne dobro.

Jak skorzystać z tej reguły prowadząc swój biznes?


Ucz się od praktyków. Kilka przykładów już opisałam. Promocje ograniczone czasowo i ilościowo na pewno bardziej zmotywują Twoich klientów do zakupu.

Poza tym jeśli świadczysz usługi nie odpisuj obsesyjnie na każdy e-mail w momencie, w którym go otrzymujesz. Poznałam kiedyś osobę, która prowadząc swój biznes wyznawała zasadę, że klient musi być obsłużony na najwyższym poziomie i jeśli klient pochodził z drugiej półkuli (a zdarzało się to często), to odpisywała mu nawet w środku nocy. Do tego samego zobowiązani byli jej pracownicy. Jeśli klient dzwonił lub pisał w środku nocy jej pracownicy zawsze musieli natychmiastowo zareagować. Zasada niedostępności podpowiada nam jednak, że jeśli odbiorca naszej usługi poczeka chwilę (oczywiście nie popadamy tutaj w absurdy w drugą stronę), to będzie bardziej cenił naszą obecność. Ma wtedy przeświadczenie, że jesteś specjalistą, który ma wielu klientów i Twój czas jest cenny. 

Jak tę zasadę zastosować w relacjach damsko-męskich?


Kiedy ktoś bardzo nam się podoba kusi nas niezmiernie to, by się do  niego odezwać, pisać, telefonować. Boimy się o to, by przypadkiem nasza miłość o nas nie zapomniała, dlatego wciąż się przypominamy. Staramy się być widoczni tym bardziej, im nasz wybranek jest niedostępny. Kiedy nie odpisuje to my piszemy wiadomość formatu kartki A-4. Kiedy nie oddzwania zasypujemy go smsami. Gonimy, bo lęk przed stratą i oddaleniem nie pozwala nam się uspokoić. W takim wypadku lepiej jednak uspokoić emocje i ograniczyć  nieco komunikację. Pozwól swojemu wybrankowi zatęsknić i poczuć działanie tej reguły. Pamiętaj, że jest skuteczna w obie strony.

Osobiście istnienia w przyrodzie zasady niedostępności nie lubię, ale nie mam wpływu na to, że ona po prostu jest i działa. To, co mogę zrobić to być uważną na swoją falę emocji i nie poddawać się jej. 

Julitta Dębska

Na podstawie: Robert B. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka.

sobota, 29 kwietnia 2017

Dlaczego przyciągam nieodpowiednie osoby?


 "Miłość jest piękna, czysta, krystaliczna". Te słowa kazał mi powtarzać sobie mój coach (tak, jako coach również mam swojego coacha :) ). To nie było łatwe przyznać się do tego przed samą sobą, ale właśnie wiary w to, że miłość jest piękna brakowało mi do tego, by wpuścić ją na dobre do swojego życia. 


Taki brak wiary w miłość może objawiać się w wyborze partnerów, którzy są niedostępni, z pewnym względów poza naszym zasięgiem. Mogą to być osoby mieszkające na innym kontynencie, będące już w związkach, w ekstremalnych sytuacjach może to być np. Brad Pitt lub moja ostatnia miłość Dave Gahan. ;) Występują więc różnego rodzaju przeszkody, które uniemożliwiają realizację takiego związku. 

Innym przykładem może być wybór partnerów niedostępnych emocjonalnie. Są to osoby,  które odrzucają nasze uczucia, nie są w stanie się zaangażować, a ich potrzeby w sferze romantycznej bardzo odbiegają od naszych. Dla przykładu my chcemy (bądź wydaje nam się, że chcemy) założyć rodzinę, być w bliskiej relacji z drugim człowiekiem, a nasz kochanek (w tym wypadku tak go właśnie nazwijmy) koncentruje się przede wszystkim na przyjemności cielesnej, najlepiej z wieloma partnerkami, bo nie ma potrzeby ograniczania się w tym zakresie. 

Brak wiary w to, że miłość jest dobra powoduje również to, że wybieramy ludzi, których zachowanie i słowa sprawiają nam ból. Im większy ból i cierpienie, tym głębsza i prawdziwsza wydaje się być "miłość".

To wszystko są objawy strachu przed tym, czego tak naprawdę nie znamy. Pozytywne wzorce miłości są  nam obce, więc je odrzucamy zastępując je czymś, co nie da nam w dłuższej perspektywie spełnienia i satysfakcji, ale jest nam bliskie.  

Kiedy klientka coachingu przychodzi do mnie i pyta, co ma zrobić, by być z mężczyzną, który jest jej bratnią duszą, ale ma żonę odwracam więc pytanie i pytam jej: Co takiego jest w Tobie, co przyciąga właśnie mężczyznę z zobowiązaniami, który nie może się zdecydować na zmianę i jest niedostępny.  Gdy klient coachingu pyta mnie, dlaczego nie może przerwać relacji, która nie sprawia mu satysfakcji i jest dla niego toksyczna pytam go, jakie emocje z przeszłości mu to przypomina, kiedy się tak czuł i czego w takim razie jeszcze nie przepracował. Takie relacje nie pojawiają się w naszym życiu bez powodu. Nie chodzi tutaj o los czy magię. To są nasze wybory. Jeśli widzimy pierwsze objawy braku szacunku powinien to być dla nas sygnał do zatrzymania się, przyjrzenia się z dystansem dalszemu zachowaniu partnera i postawienia granic. Bywa jednak, że brak szacunku powoduje nasze większe zaangażowanie, bo kojarzy nam się z czymś, co jest nam znane.

Odrzucenie, agresję, cierpienie, niedocenienie, umniejszanie kojarzymy np. z dzieciństwa lub z wcześniejszych związków. Jest to wzorzec, który utożsamiamy błędnie z miłością. Tymczasem miłość jest piękna, czysta, krystaliczna. :)

Pierwszym krokiem do wyjścia z takiego "emocjonalnego bagienka" jest przyznanie się samemu przed sobą, że w nim jesteśmy, a to, co odczuwamy nie jest żadną miłością, a jedynie jej iluzją.  

Warto zastanowić się nad tym, co te trudne doświadczenia chcą nam przekazać. Jaką prawdę o nas nam dają? To świetna okazja do tego, by np. zidentyfikować jakiś obszar w sobie, którego nie akceptujemy.

Kolejnym krokiem jest pożegnanie tej iluzorycznej miłości, podziękowanie jej i odcięcie się od niej.

I wtedy przychodzi pora na najważniejszy, trzeci krok.  Z pełnym przekonaniem, relaksem, szczęściem w sercu i uśmiechem na twarzy powtarzamy sobie,  że miłość jest piękna. Nie chodzi o to, by tylko to do siebie mówić. Poczuj ją całym sobą. Poczuj jak przepływa przez wszystkie komórki Twojego ciała. Daj się jej roznieść po każdym zakamarku Ciebie. Zobacz jej światło w sobie. Zrelaksuj się i zaufaj temu w co wierzysz i sobie. Zakochaj się w życiu, w otaczającym Cię świecie. Pokochaj samą ideę związku zanim on się pojawi. Poczuj  tu i teraz, że jesteś w szczęśliwej relacji,  pięknej, dobrej, krystalicznej. Nie działaj, nie napieraj, tylko poczuj ten przyjemny stan. I poczekaj. :)

Julitta Dębska

Popularne posty